Hałas własnych wdechów i wydechów

Położył się obok mojego ciała mijając mnie wzrokiem prawie tak jak się to robi wobec współtowarzyszy jazdy w autobusie. Na których nie chce się patrzeć, ale dostrzega się ich zarys. I stara się tak poruszać, by nie otrzeć się o mnie. Patrzy przeze mnie, ale nie na mnie. Jakbym była jakąś panią w podmiejskim, z którą trzeba jeszcze chwilę wytrzymać w tym środku lokomocji, dążąc do jakiejś pętli, na której wszystkim wypada wreszcie wysiąść, wcześniej tylko znów niezręcznie przejść obok siebie starając się na siebie nie wpaść idąc ku wyjściu. By poczuć powiew wolności i swobodnie oddychać na zewnątrz.

Leżąc obok staramy się nie obciążać nawzajem hałasem własnych wdechów i wydechów. Ani tym bardziej swojego serca. By nie zostawić za wiele w pamięci po sobie. Zupełnie tak jak się to robi sąsiadce z autobusu, z którą łączy kogoś wspólna jazda, ale w końcu zawsze jest ten przystanek, na którym można zapomnieć o zapachu osoby, z którą się chwilę było obok.

Marzy mi się, że kiedyś usiądzie przy mnie ktoś, kto spojrzy mi w oczy, i nie będzie omijał mojego oddechu. Ktoś, kto nie będzie patrzył na zegarek licząc, ile minut będzie musieć wysiedzieć w tej niezręcznej ciszy lub zdawkowych zdaniach prowadzących jedynie do wysiadki. Zdaniach bez ciągu dalszego. I kto wybierze miejsce obok mnie nie tylko dlatego, że jest akurat wolne, tylko dlatego, że pasuje mu kształt moich ramion, do których będzie pasować jak ulał. I którego zapach sprawi, że od razu jak go poznam będę chciała zmieszać z nim swój. I którego ciało będzie idealnie pasowało do moich dłoni, które tak bardzo nie lubią dotyku pustych miejsc po kimś, kto wysiadł…

Photo by Sandra-Beatrice Molnar on Unsplash

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.