Oglądam jak inni nie bolą

Boli mnie każdy centymetr ciała. Wiem dokładnie, gdzie się znajdują moje ramiona, uda, stopy i dłonie po odczuciach bólowych. Zastanawiam się, jak to możliwe wiedzieć, gdzie się jest, gdy nic nie boli. Lub gdy chociaż się nie pamięta o swoim bólu, który czasem można przyćmić używkami czy lekami. Po raz kolejny podjęłam desperacją próbę odejścia od leków przeciwlękowych. Jednak fibromialgia i tężyczka  nie odchodzą od tak. Tęsknię za swoimi łzami i śmiechem, które tłumią mi leki, ale muszę pozostać zimna jak skała, żeby poza emocjami nie odczuwać też dojmującego bólu mięśni i stawów. Muszę znosić kolejki do specjalistów, do endokrynologa, giekologa, urologa, neurologa, psychiatry. I cicho w nich siedzieć czekając, że może któryś pomoże mi wyjść z bólu, lęku i depresji. Muszę być silna, mimo że przecież nie jestem. Nie chcę współczucia, wolę zamknąć się w swojej kryjówce, i stad oglądać, jak inni żyją. Jak nie bolą. Jak tańczą, i zdobywają różne szczyty, prace, domy, partnerów. Jak nie znikają z pola widzenia innych… Jak znaczą dla innych coś więcej niż problem dla rejestratorek medycznych.

Photo by Artem Everest on Unsplash

Continue Reading

Jak kończą ludzie, którzy walczą o prawdę

Niedługo po drugiej wojnie światowej, mojej babci siostra w wieku 21 lat została zamordowana na posterunku milicji w Gdyni. Była tam stenotypistką, i narzeczoną naczelnika. Uznano, że to samobójstwo. Ale nie zgadzała się ręka, przy której znaleziono pistolet, którym niby strzeliła sobie w głowę, ani ułożenie tego pistoletu. Mój pradziadek walczył o prawdę oskarżając milicję o mordersto, bo ciotka na pewno nie chciała popełnić samobójstwa. Chciał poznać powody. Moja rodzina podejrzewa, że mogła za dużo wiedzieć, bo spisywała zeznania więźniów. Pradziadka uciszono wsadzając go do więzienia z wymyśloego powodu. Nigdy już z niego nie wrócił. Dowodzono, że dostał zawału. Moja prababcia do końca życia spała ze zdjęciem z miejsca morderstwa ciotki Stefki żeby go nie stracić, i mieć dowody, że jej córka nie popełnila samobójstwa.
W IPN prawie niczego nie da się znaleźć. Moja babcia zawsze mi powtarzała, że jestem bardzo podobna do jej sistry, i żebym uważała na siebie. Może ktoś z Was wie, jak odgrzebać tak dawną prawdę z lat powojennych?? Czuję ciągły nepokój przez tę sprawę, wściekłość na system prawny, i chęć poznania prawdy. Zżera mnie to od środka. Ta niesprawiedliwość i ten cichy sposób na pozbycie się i mojej ciotki i mojego pradziadka, pozbycie się problemów. Ludzi, którzy za dużo wiedzą. Ludzi, którzy walczą o prawdę…
Continue Reading

Ich sierść jest przywykła do brudu

Jak wytłumaczyć tej suni, że nie wiesz, czy wrócisz jeszcze kiedyś wziąć ją na spacer? Że sam nie rozumiesz nawet, czemu aż tyle razy po nią wracałeś, upewnić się tylko, jak sobie radzi, a widząć jak ona się cieszy na twój widok, już tym nawet byłeś zmieszany. Ona patrzy znów na Ciebie tymi rozumnymi oczami, a jednak nie rozumie twoich słów. Jest tak naiwna, że aż ci szkoda zostawiać ją pod opieką innych. Ale wiesz, że z nią nie pojedziesz tam, gdzie marzysz. Nie zobaczysz tego, co zawsze chciałeś. I nie poznasz tych wszystkich ras, maści, wielkości, ani tych kościstych jak harty, ani tych puszystych, jak pudelki, czy choćby maltańczyki. Ani tych bardziej szczekliwych, ani tych mniej lękowych. Ale jednak gatunkowych. Nie to co ona. A ty chcesz spróbować wszystkich, by móc ocenić, jak wykwintny jest twój smak. Nie lubisz takich, których rodowód jest niepewny, a co dopiero takich jak ta suka – która nawet tego rodowodu nie posiada, bez przeszłości, którą mogłaby się pochwalić przed kimkolwiek. Jedzącą byle co z byle czyjej ręki. Bez adresówki nawet, bo nikt jej nigdy nie szuka, ani nikt nie zna do końca jej imienia, bo nikt jej nawet przecież nie nazwał. Nie ma możliwości pochwalenia się nią na żadnym wybiegu, ani wzięcia udziału w żadnym konkursie. Z taką wstyd nawet iść na spacer, a co dopiero umawiać się z innymi kumplami, którzy obnoszą się swoimi wysubimowanymi sukami, takimi jak dalmatynki, golden retriverki, czy saterki. Masz nadzieję, że ona przestanie czekać na ciebie pod tymi drzwiami, i zrozumie, że niktóre suki po prostu zostają bez swojego pana. Że ich pan nawet nigdy nie był ich, one tylko miały taką nadzieję…

Niektóre suki powinny po prosrtu wiedzieć, że nie wybiera się pana, który tylko niechcący na nie wpadł, i tylko przez przypadek je pogłaskał. A smaczki, które je dał, zostały mu przecież po innych sukach, i one się cieszyły z nich nawet jak były wywietrzałe. Niektóre suki bez sensu czekają pod czyimś domem, zamiast zająć się swoją dalszą tułaczką za upuszczonymi przez innych smaczkami. I polowaniem na promienie słońca i strumyki wody. Bo ich dom ma dach z nieba, a ich miejsce do spania znajduje się pod każdym krzakiem. Ich sierść jest przywykła do brudu, a skóra do braku dotyku. Więc po co skomlą o więcej…?

Photo by Yannis H on Unsplash

Continue Reading

Nie skowyczę już też. Ani nie szczekam.

Kiedy przypomnisz sobie mnie dzisiaj, bo pewnie sobie przypomnisz. Może gdy będzie zapadał już zmrok. Ukłuje cię pewnie ta myśl, że nadal czekam tam, gdzie zostawiłeś mnie na smyczy czekającą aż wrócisz. Bo mówiłeś przecież, że nigdzie się dalej nie wybierasz. Tylko na chwilę musiałeś mnie zostawić przyczepioną do słupka, żebym pozwoliła ci pójść gdzieś samemu.

Już tyle osób chciało zdjąć te smycz, żeby wziąć mnie ze sobą albo puścić wolno. Ale na to nie pozwalałam. Pokazywałam im tylko zęby i warczałam mimo, że było mi tak zimno i byłam taka głodna. Uznawali, że nie warto się ze mną szarpać i przyzwyczaili się już do mojego widoku przypominającego posąg. Osobę zamarłą w oczekiwaniu na swojego Pana. Więc wiesz, że czekam gdzieś pokornie dzień za dniem, od jednego sylwestra do drugiego. Już nie stoję nawet. Teraz leżę. Waruję.

Nawet gdy wokół ludzie się bawią i skaczą z radości do kolorowych fajerwerków, mnie już nic nie porywa by wstać i się cieszyć. Nie skowyczę już też. Ani nie szczekam. Bo mój głos nie pomógł wcale żebyś wrócił. Cierpię w tępej ciszy. Patrzę codziennie w gwiazdy wieczorami błagając je, by mój ból odbił się w ich świetle, bo może chociaż tym sposobem przywołam cię z powrotem. Gdy sam spojrzysz wysoko szukając w ich toni głębi moich oczu. Z których kiedyś zawsze czytaliśmy bezbłędnie wszystkie nasze myśli. I marzenia.

Tylko czy ty masz czas patrzeć w gwiazdy? Czy patrzysz już tylko w inną osobę, i nie chcesz zgubić jej na swoim spacerze? Bo może boisz się przywiązać znów kogoś swoim sznurkiem i zaczepić o przydrożne drzewo. Albo słupek. Bo to musi boleć także ciebie. Innego ciebie nie pamiętam. Pamiętam tylko takiego ze współczuciem. Pamiętam jak głaskałeś moją głowę, i mówiłeś, że „wszystko będzie dobrze”. Dlatego czekam aż tak będzie.

Czy patrzysz więc jeszcze w niebo, w którego drogi mleczne nie wierzyłeś, że nam wyznaczają los? Czy odwróciłeś już całkiem wzrok od tego, co nam przeznaczone i nie chcesz żeby gwiazdy ci już cokolwiek podpowiadały?

Jeśli spojrzysz, tak jak lubiliśmy to robić, w niebo, to może pozwolisz by z gwiazd spadł na ciebie śnieg i roztopił się na twoich oczach i ustach jak przesłany ode mnie pocałunek. Wysłany z tego zimnego miejsca, w którym ciągle jestem. Tego miejsca bez dachu. Zaczepiona o przydrożny słupek, przy którym powiedziałeś tylko do mnie patrząc w oczy „nie odchodź”, by sam móc odejść. Z niepewnością swoich zamiarów, z niepewnością czy wracać do stworzenia tak przywiązanego do ciebie, że nie trzeba się o nie wcale starać, by go nie stracić. Tak wiernego, że nikogo do siebie tak blisko nie dopuści. Tak naiwnego, że nie rusza się na krok nawet po latach czekania. Kundla którego nikt nie da rady odpiąć od twojej smyczy. Który nie zamarznie nawet w największym mrozie. Bo tak bardzo grzeje go nadzieja, że ta miłość NIGDY NIE wygaśnie. I że właściciel kiedyś musi wrócić. Musi wrócić… 

Photo by Tyler Martoia on Unsplash

Continue Reading

Nawet gdy inni skazali cię na straty

To był taki dzień, który połączył ich spojrzenia, choć nigdy nie sądzili, że spojrzą kiedyś w tym kierunku. Nie poznaliby się, gdyby nie przeżyli siedmiu lat każde w swoim piekle, z którego wyjście i jej, i jego, prowadziło tą samą wąską i trudną ścieżką, na której się spotkali trzymając swoje kamienie w rękach i szczelinach ich najgłębszych myśli i ubrań. Których sami nie wiedzieli, czy wypada im wyrzucić na ziemię przed samymi sobą, czy udawać, że nie noszą niepotrzebnych i za ciężkich ciężarów.

Jednak instynktownie uznali, że pokażą na trzy cztery, co kryją wnętrza ich kieszeni i dłoni. Przyglądali się nawzajem zakamarkom swoich linii papilarnych ze wzruszeniem odkrywając ich nieodwracalne zniszczenia i rozumiejąc, że nie da się już ich naprawić. Zapragnęli spleść je w przytuleniu, by już nie musieć patrzeć na własne cierpienie. Tak by zatracić poczucie bólu utraconego czasu. I by oprzeć się jedno o drugie jak drzewo wyrwane z korzeniami o drugie takie samo drzewo. I wpleść się w siebie tworząc iskry w tym, co wyglądało na przegraną walkę o ogień. I wykrzyczeć światu, że można się obudzić z martwych. Że MOŻNA ŻYĆ, nawet wtedy, gdy inni skazali cię na straty…

Photo by LOGAN WEAVER | @LGNWVR on Unsplash

Continue Reading

Nikt mi mniej nie zrobi krzywdy…

Nikt mi mniej nie zrobi krzywdy. Nikt mnie lepiej i piękniej nie zostawi. Niż ty. Wtedy gdy zostawiłeś mnie samą na ławce. Gdy nie wierzyłam w to, co mówisz, bo przecież to czyny mówią o kimś, a nie słowa. Prawda? To mu być prawda! Więc gdy powiedziałeś najgorsze słowo świata, którego nikt nie lubi jeśli podoba mu się to, jak toczą się chmury i jak przemijają por roku. Gdy mówiłeś te bolesne zdania, które do mnie nie chciały dotrzeć, bo starałam się zająć myśli czymś, co pozwoli mi zapomnieć, gdy jak tyko mnie zobaczyłeś w umówionym miejscu na NASZEJ ŁAWCE, że „musimy porozmawiać”, i wbiłeś wzrok w swoje buty, ja natychmiast przestałam patrzeć na twoją twarz, rozumiejąc, że twoje oczy nie chcą teraz spotkać moich, i szukałam biedronek na listkach kwiatków. (….)

Continue Reading

Kultura powinna przeciwdziałać samotności i być DLA KAŻDEGO

W październiku odbył się Kongres Kultury Pomorskiej w Gdańsku i Wejherowie (organizator: Gazeta Świętojańska, gośćmi było m.in Goyki 3 Art Inkubator), który objął patronat nad moimi Dyskusjami BEZ TABU, na którym rozważano rolę kultury w dzisiejszym świecie. Miałam trochę przemyśleń na ten temat, i nie chcę żeby zostały jedynie na moim dysku twardym, więc wrzucę to tutaj mimo świadomości, że mało kto to przeczyta do końca, jak to bywa z przydługimi testami, napisanymi na dodatek przez mało znaczącą osobę, która bardziej zwraca uwagę ludzi swoimi memami, niż tym co pisze, czy mówi (…)

Continue Reading

Pełnia księżyca

Czy kogoś BOLI DZISIAJ GŁOWA?? Mnie tak nawalała, że myślałam, że się porzygam… Aż doczytałam, że to norma w czasie PEŁNI KSIĘŻYCA. Serio?? Też tak macie? Bo ja nigdy w to nie wierzyłąm… Albo jakieś problemy ze snem??
Dzisiaj nad ranem nie mogłam spać i sobie pisałam jakieś moje dyrdymały aż do 5 rano, bo nawet na mnie wpływa moje wodolejstwo usypiająco 😅 A nie jestem z tych, co nie mogą spać. Raczej właśnie z tych co lubią się bawić w hibernacje, i stany emocjonalne zamienia na chęć ich uśpienia… Przesypianie sytuacji stresujących, przesypianie imprez, przesypianie spotkań rodzinnych, to stała się moja specjalność. Wykonuję jedynie obowiązki związane ze zobowiązaniami pracowymi, społecznymi i systemowymi. Na rodzinne i koleżeńskie brakuje mi już sił.
No nic, ból głowy i chęć porzygania się z bólu już mi mija. Oby minęła już ta cholerna pełnia… 😉
Continue Reading

Odwaga i wiara w sens marzeń…

No dobra, to był tylko słaby żart primaaprilisowy, że już zaraz coś wydam. Wybaczcie to moje autoironiczne poczucie humoru. Moje plany wydania książki stanęły w martwym punkcie, więc pozostało mi z tego tylko drwić, i się z samej siebie śmiać. Wraz z tymi, którzy mi źle życzą. Mam wrażenie, że jest nade mną jakieś fatum, i że nigdy nie przestanę słyszeć i stosować się do słów najbliższej mi osoby mówiącej mi, że wszystko czego dotknę, zamienia się w gówno… Wbiło się to we mnie tak głęboko, że boję się czegokolwiek dotykać. Słowa potrafią czarować – a czary są niestety nie tylko dobre, ale i te złe. Czekam aż ktoś zdejmie ze mnie klątwę, bo czuję, że nie mogę się ruszać, tym bardziej, że boję się upadków. I nie umiem o siebie walczyć, bo boję się nieustannie swoich porażek. Lęki nie pozwalają żyć na maksa. One odbierają odwagę i wiarę w sens marzeń.

Ale mam tę książkę na moim pulpicie (już drugą zresztą po innej, która też postanowiła się tam zamrozić) , która choć nie wydana, już wiele przygód przeżyła 😉 Została doceniona przez Gminę Miasta Sopotu (chwała i cześć mojemu Sopotowi, który wspiera i nie gardzi tym co samo woła o wzgardę, jak to czynię z przyzwyczajenia). Na jej ukończenie otrzymałam stypendium artystyczne. Następnie podpisałam umowę z jednym z kilku wydawnictw, które wtedy się zainteresowały jej wydaniem. A po roku czasu poświęconego na dopracowywanie szczegółów, otrzymałam informację, że jednak nie ma już mojego fajnego redaktora, i że nie pasuje też i ta moja książka do tego wydawnictwa.

Póki nie mam czegoś na papierze, postanowiłam, że będę publikować po trochu tutaj fragmenty tego co napisałam, z nadzieją, że może Wy sami mnie naprowadzicie, co Wam się podoba, a co nie. Co byście chcieli zmienić, co dodać, co odjąć, z kim spyknąć główną bohaterkę i jej przyjaciółki, a kogo wysłać do diabła 😉 Będę wdzięczna za każdy post i podpowiedzi, to może być fajna zabawa! Taka wspólna twórczość 😉 Podpowiedział mi to kiedyś mój redaktor, ale dopiero mam teraz siły w to się zabawić 🙂

Walczę swoim pisaniem o utrzymanie w ludziach emocji. Nie stronię od żenujących opisów stanów wewnętrznych bohaterów, opowieści o tęsknocie, samotności, poczuciu alienacji, depresji. Wszystko co ludzkie jest mi bliskie. Aż do szpiku kości…

 

Jeśli ktoś ochotę wesprzeć te moje emocje w walce o przetrwanie tego co ludzkie w ludziach, można robić przelew z jakąkolwiek kwotą na konto fundacji, która wspiera kulturę (Fundacji Kultury Informacyjnej) z tytułem DAROWIZNA na nr konta: 46109010560000000133522724

Można, ale nie trzeba – bo kultura i słowa powinny być powszechnie dostępne bez opłat. Słowa to nie jajka, czy chleb, ani tym bardziej nie diamenty, za które trzeba płacić. To tylko unoszone w powietrzu lżejsze i cięższe myśli. A za to co niewidzialne zapłata też często jest niewidzialna, ukryta w czyjejś wdzięczności, że przeżył wewnętrzną przygodę, albo przemianę, i pogłębił swoją perspektywę, z której patrzy na życie.

Photo by Josefa nDiaz on Unsplash

Continue Reading

Jak obchodzę Twoje urodziny

Upiekłam Ci mały tort. Najlepiej jak umiałam, a chyba wiesz, że nie jestem w tym za dobra. Do pieczenia jego spodu podchodziłam trzy razy, bo dwa razy spaliłam bezę. Krem zrobiłam z bitej śmietany z dodatkiem kakao. Przełożyłam bezę nim oraz dżemem z czerwonej porzeczki, który zrobiłam sama z owoców, które zebrałam w ogródku. Pamiętasz, gdy jadłam je garściami, a ty się krzywiłeś, że takie kwaśne? I tutaj pod tym oknem za krzakami porzeczki rozebrałeś mnie i nie mogliśmy się od siebie oderwać? Bojąc się, że jakiś sąsiad może nas zauważyć. (…)

Continue Reading