Tak bardzo baliśmy się tego, żeby nie oprzeć się przypadkiem jedno o drugie, że stanęliśmy każde ze swoim wypchanym plecakiem trzymając się za jego paski, żeby nam było wygodniej utrzymać równowagę i nie upaść od ciężaru tego, co załadowało nam życie. (…)
Nawet gdy inni skazali cię na straty
To był taki dzień, który połączył ich spojrzenia, choć nigdy nie sądzili, że spojrzą kiedyś w tym kierunku. Nie poznaliby się, gdyby nie przeżyli siedmiu lat każde w swoim piekle, z którego wyjście i jej, i jego, prowadziło tą samą wąską i trudną ścieżką, na której się spotkali trzymając swoje kamienie w rękach i szczelinach ich najgłębszych myśli i ubrań. Których sami nie wiedzieli, czy wypada im wyrzucić na ziemię przed samymi sobą, czy udawać, że nie noszą niepotrzebnych i za ciężkich ciężarów.
Jednak instynktownie uznali, że pokażą na trzy cztery, co kryją wnętrza ich kieszeni i dłoni. Przyglądali się nawzajem zakamarkom swoich linii papilarnych ze wzruszeniem odkrywając ich nieodwracalne zniszczenia i rozumiejąc, że nie da się już ich naprawić. Zapragnęli spleść je w przytuleniu, by już nie musieć patrzeć na własne cierpienie. Tak by zatracić poczucie bólu utraconego czasu. I by oprzeć się jedno o drugie jak drzewo wyrwane z korzeniami o drugie takie samo drzewo. I wpleść się w siebie tworząc iskry w tym, co wyglądało na przegraną walkę o ogień. I wykrzyczeć światu, że można się obudzić z martwych. Że MOŻNA ŻYĆ, nawet wtedy, gdy inni skazali cię na straty…
Photo by LOGAN WEAVER | @LGNWVR on Unsplash
Zawieszę się na tobie jak na drzewie
Tyle razy próbowałam zniknąć całkiem. Chodziłam do ciebie, żeby poczuć, jak bardzo mnie nie chcesz w swoim życiu. A ja nie chcę znać innego. (…)