Zawieszę się na tobie jak na drzewie

Tyle razy próbowałam zniknąć całkiem. Chodziłam do ciebie, żeby poczuć, jak bardzo mnie nie chcesz w swoim życiu. A ja nie chcę znać innego. (…)

Zawsze starałam się nadziać na noże, wypowiadając tak dużo słów w twoją stronę, które ciebie przytłaczały, żebyś jak zawsze mocno mnie odepchnął na nie, bo czego ja znów chcę, skoro ty niczego nie chcesz mi dać. Wtedy poraniona padałam na podłogę. I miałam nadzieję za każdym razem, że już nigdy z niej nie wstanę. Ale ciągle mi to nie wychodziło. Odpychałeś mnie, ale nie wystarczająco mocno, by przebić mi do końca serce. Bo ja jestem naprawdę silna, mimo że mam tak chude ręce. Moja siła pochodzi nie z tego świata. Chyba zresztą wiesz, że przecież składam się z marzeń i ułudy.

Próbowałam tak raz za razem uwolnić ciebie od siebie, ciągle podstawiając tobie moje ciało, złoszcząc cię, i męcząc tymi moimi niechcianymi uczuciami. Przekazywałam tobie broń do ręki, prosząc wieloma zdaniami, świadczącymi o tym, że nie umiem żyć bez ciebie, które ciebie nakręcały, by się bronić przed moją miłością. Sama nie umiem zabić nadziei, że kiedyś może mnie nie zechcesz zabić. Jestem zbyt dziecinna, by przestać wierzyć w sens słów, że „warto śnić”. Bo ja bardzo lubię śnić – i we śnie, i na jawie.

Może zawieszę się znów na twojej szyi jak na drzewie. A ty pozwól mi tak umrzeć. Nie odstawiaj mnie na ziemię, proszę. Bo ja wolę nie-żyć u twojego boku, niż z daleka cierpieć.

Photo by Toa Heftiba on Unsplash

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.