Przeniosłeś się z moich marzeń do jej mieszkania. Z centrum moich uczuć, w których ci było za ciasno i za gorąco, gdzieś na południe Gdańska. Z pewnością tam jest spokojniej i ciszej. I nie latają ci nad głową mewy. Ani nie targają tobą tak wiatry, ani nie padają na ciebie słone krople z otchłani moich powiek, gdy kończysz. Bo ona nie musi się bać, że zaraz wyjdziesz. Ani tego, że nie wiadomo czy, ani kiedy wrócisz. (…)
Nie ważne z jakiego tarasu
Bawiła się własnymi włosami kręcąc je na palcach, czasem tylko odrywając je od nich, by naciągnąć mocniej swoją krótką spódniczkę na nogi, bo zdawała sobie sprawę, że nie zasłania ona za wiele. To nie ten typ osoby, który umie coś ukryć, nawet gdy się mocno o to stara. Cały czas intensywnie wpatrywała się we mnie. Chyba chciała poczuć, czy jak patrzę na jej loki boję się, że mnie tak samo będzie owijać wokół swoich palców. Nie sądziłem, że po tylu latach znów będę miał problem z zapadaniem się w czyjeś oczy. Bałem się ich głębi, bo z nich chyba nie ma wyjścia. Więc zwróciłem wzrok ku ziemi, a ona widząc, że gubię z nią kontakt, dała mi swobodę i sama skierowała oczy ku niebu. Po krótkiej ciszy, w czasie której próbowałem ją zrozumieć bez słów i spojrzeń, wykrzyczała:
„Patrz! Spadająca gwiazda!” (…)