Często śmieję się opowiadając o moich przygodach, których treść opiera się na ułomności mojego mózgu – na moim ADHD. Ale tak naprawdę życie z tak skonstruowanym umysłem nie jest takie śmieszne. Bo męczące jest dla mnie samej, a także dla osób, które na to patrzą, te moje ciągłe zapominanie czegoś/szukanie czegoś/nie dokańczanie zdań/zaczynanie nowych/przerywanie innym, żeby nie zapomnieć o tym, co mam akurat na myśli/wieczny bałagan/spontaniczne zakupy/wychodzenie po chleb, wracanie z workiem innych rzeczy/milion pomysłów na sekundę/rozwiązywanie wielu problemów na raz aż do utraty sił/oddawanie własnej energii wszystkim napotkanym ludziom na rozwiązywanie (a nawet najpierw ich znajdowanie lub wymyślanie) ich problemów i wracanie do własnego mieszkania bez sił, bez dalszej mocy. Plus naiwna otwartość dla wszystkich wraz z lękiem, że tak naprawdę może nikt wcale nie potrzebuje tych moich rad/opowieści, i że może nie zrozumieć mojego natłoku myśli utkanego ze zdań wielozłożonych, wielowątkowych, niekończących się, po wielokroć przecinkowych, a co gorsza później mielonych, i na nowo przeze mnie powtarzanych, czy też przetwarzanych. (…)