Mam ochotę odpocząć od noszenia ciężarów

Najgorszy ból to ten emocjonalny. Tak ciężko jest się go pozbyć, że ciało bardzo często somatyzuje, samo wprawia w ból jakieś nasze słabe punkty – czy to kręgosłup, czy mięśnie, czy stawy, czy głowę. I my to najczęściej ignorujemy, albo bierzemy jakąś tabletkę na ból, żeby tylko go zniwelować. Choćby na chwilę. Bo nie wierzymy, że da się dotrzeć do sedna sprawy. Że da się znaleźć źródło bólu gdzie indziej niż w naszym ciele. Bo nie wpadamy na to, że czasem czyjeś słowo, czy nawet spojrzenie potrafi nas zranić. Szczególnie jeśli jesteśmy nadwrażliwi. (…)

Ale te bóle niestety często prowadzą do poważnych chorób. Rozwija się w nas stan zapalny zazwyczaj wtedy, gdy coś boli. Bo ciało krzyczy, że jest mu niewygodnie. I często są to właśnie te niewygodne sytuacje, w których się znaleźliśmy w domu, pracy, szkole. W sklepie, w przychodni, w autobusie. Bo wszędzie nas otaczają ludzie, a każdy człowiek ma neurony lustrzane, i każdą nieżyczliwość, kpinę i pogardę potrafimy umieścić gdzieś głęboko w sobie, czując, że to się właśnie do nas odnosi, więc jeśli nie mamy odpowiedniego pnacerza, by nie przejmować się tymi kąśliwościami, pozwalamy temu rosnąć jak ziarenku w coraz większą roślinkę. Która się w nas zakorzenia. Pancerze wynosimy często z domu. Kto ma kochającą rodzinę, która nas uczy, jak odpierać ataki, lub jak nie przejmować się chamskimi gadkami, ten jest dużo silniejszy, niż osoba pozostawiona sobie samej. A takich osób jest całe mnóstwo. Bo w dzisiejszym świecie do domu zazwyczaj wraca się tylko, żeby coś zjeść, umyć się, i przebrać, na wiecznie trwającą wojnę o jak najlepszą kasę. O jak najpiękniejsze domy, o jak najszybsze auta. I w tej wojnie te małe dzieci często zostają same, żeby się przystosować do życia w tej rutynie, w tym stresie. W tym ciągłym szykowaniu stroju i broni, by wyjść na zewnątrz.

Dzisiaj tak wiele z nas musi brać antydepresanty, żeby nie bać się wstawać na kolejną walkę o wszystko. Żeby nie drżeć ze strachu, żeby nie płakać z byle okazji, żeby nie zdradzać swoich najgłębszych emocji. Walczę na moim blogu o przetrwanie tego, co ludzkie w ludziach, o wygrzebywanie swoich przeżyć, po to, by je przestudiować, by się nimi nie dławić, tylko wreszcie zdrowo przetrawić, gdy zrozumie się, z jakich aminokwasów się one składają. Piszę o łzach, bólu, cierpieniu. I tyle osób do mnie napisało o swoim bólu, tyle osób mi samej doradzało, co zbadać, jakie leki łykać, i co sami przeszli, że czuję się w pewien sposób odpowiedzialna, żeby pisać o tym dalej, bo wiem, że ludzie się chowają ze swoim bólem. Zakładają te swoje maski, zjadają te swoje tabletki na ból fizyczny i psychiczny, i od małego idą na tę idiotyczną wojnę… Gdzie wygrywają najczęściej ci, którzy nie mają emocji. Którzy jak Putin nie martwią się czyimś cierpieniem. Boję się wręcz tych ludzi, których nic nie boli. I którzy są szczęśliwi mimo całego nieszczęśliwego świata.

I sama walczę ze sobą, by nie brać kolejnych antydepresantów, zmniejszałam dawkę z ogromnej, która miała zapobiec moim bólom somatycznym spowodowanym tężyczką na tle nerwowym (kto ma tężyczkę ten wie, jak ciężko znaleźć źródło, ale zawsze stres ją potęguje). Bo nie chcę być bez uczuć. Bo wolę płakać, i przejmować się światem, niż być na niego obojętna.

Już prawie miesiąc „jestem czysta”, ale od kilku miesięcy zmniejszając dawkę wychodziłam z drętwień, które powodowały u mnie antydepresanty, ale wracałam do bólu. PRZESTAŁAM CZUĆ ODRĘTWIENIE CIAŁA, ALE CZUJĘ BÓL . Czuje go i mój kręgosłup, i moje ręce, i nogi. I głowa.

Byłam dwa dni temu u lekarki bojąc się, że mnie pouczy, że źle zrobiłam rzucając antydepresanty. Ale na nich ciężko mi było cokolwiek robić, bo ciągle chciałam spać, i byłam zwyczajnie drętwa, czułam że sturluję się codziennie z łóżka po to, by doturlać się do niego jak najszybciej to możliwe z powrotem. A chciałam wreszcie przestać się turlać. To teraz wstaję obolała, próbuję się rozprostować cały dzień, tak by wreszcie uznać, że najlepiej idzie mi to prostowanie na leżąco… Lekarka podotykała moje obolałe punkty, coś tam w nogach, a ręku zerwane ścięgna: „łokieć tenisisty” od codzienniego dźwigania ciężarów. Od codziennego dźwigania własnego życia z tego mojego łóżka. Mojego ulubionego miejsca na Ziemi, do którego tak lubię wracać, i najchętniej bym z niego nie wychodziła… I jak się dowiedziała, że już cztery miesiące łażę ze stanem zapalnym i stanem podgorączkowym, nakazała brać dwa razy dziennie leki na stan zapalny stawów, i wrócić jeśli się nie poprawi w dwa tygodnie. I te leki naprawdę o dziwo pomagają… Może nie jest idealnie, ale jest spoko. Cieszę się, że nie usłyszałam, żebym znów poszła do psychiatry, żeby wspomóc system nerwowy. Bo bym już nie poszła. Bo wybieram ból zamiast odrętwienia. Bo już się zaprzyjaźniłam ze swoją depresją. Z nią spędzam dni i noce, i się ciągle jej przyglądam, i zastanawiam, czemu ona sobie mnie tak bardzo upatrzyła…

I nie wstydzę się już przyznawać, że coś ze mną nie tak. Kiedyś nie umiałam się przyznać, że cierpię, bo nie chciałam wyjść na słabą kobietę, na marudę. Bo dzisiaj trzeba być twardzielką, jeśli się chce być KIMŚ. Ale ja za długo byłam siłaczką. Mam ochotę odpocząć od noszenia ciężarów. Tak bardzo bym chciała by ta wojna o zajebistość się wreszcie skończyła. Jestem nią wykończona…

Photo by Luca Iaconelli on Unsplash

Continue Reading

Kiedy cała bolisz

Kiedy cała bolisz, staje ci się obojętne, czy ktoś cię bierze za wariatkę. Wisi ci, że lecą ci przy innych łzy, albo że puszczają ci nerwy i łatwiej krzyczysz, albo że z braku sił siadasz byle gdzie pragnąc zawiesić to nieustanne napięcie twojego ciała i odpocząć od niego. (…)

Continue Reading

Skarby mojej wyobraźni

Nauczyłam się pakować moje tęsknoty szczelnie w małe torebeczki, które zawijam na supeł i wrzucam jedna za drugą do kartonu. Kiedy karton jest pełen wyschniętych z braku dostępu powietrza tęsknot, wynoszę go do piwnicy. Ostatnio mam w niej coraz mniej miejsca, ale na szczęście nikt tu poza mną nie schodzi, i nikt nie wie, ile już nazbierałam takich bezużytecznych dla innych kartonów. Ale nie umiem się ich pozbyć. (…)

Continue Reading

Tracę łzy i słowa…

Przez antydepresanty tracę łzy i słowa… Czuję, że tkwią one gdzieś we mnie, ale tak ciężko jest mi je wydobyć. Wychodzą ze mnie tylko zdania proste, bez zagłębień w otchłań doznań, od których się odłączyłam poprzez leki, żeby przy okazji przestać czuć ból. Rozumiem już osoby, które mówiły, że nie są sobą, gdy biorą antydepresanty. Nawet jeśli czuję za mocno, i płaczę za dużo, i cieszę się też mocniej niż wypada, gdy znajdę i do tego powód, to nie chcę dążyć do odebrania mi tych doznań.
Wolę być wariatką niż mimozą. Wolę czuć wyraźnie ból i umieć go opisywać z różnych jego stron, niż tę cholerną pustkę, na którą szkoda słów. Bo nie jest ona warta przeżyć ani opisów. A tym bardziej wierszy na nią szkoda. Bo z poezją ma niewiele wspólnego…
Photo by Alex Durynin on Unsplash
Continue Reading

ADHD nie jest takie śmieszne…

Często śmieję się opowiadając o moich przygodach, których treść opiera się na ułomności mojego mózgu – na moim ADHD. Ale tak naprawdę życie z tak skonstruowanym umysłem nie jest takie śmieszne. Bo męczące jest dla mnie samej, a także dla osób, które na to patrzą, te moje ciągłe zapominanie czegoś/szukanie czegoś/nie dokańczanie zdań/zaczynanie nowych/przerywanie innym, żeby nie zapomnieć o tym, co mam akurat na myśli/wieczny bałagan/spontaniczne zakupy/wychodzenie po chleb, wracanie z workiem innych rzeczy/milion pomysłów na sekundę/rozwiązywanie wielu problemów na raz aż do utraty sił/oddawanie własnej energii wszystkim napotkanym ludziom na rozwiązywanie (a nawet najpierw ich znajdowanie lub wymyślanie) ich problemów i wracanie do własnego mieszkania bez sił, bez dalszej mocy. Plus naiwna otwartość dla wszystkich wraz z lękiem, że tak naprawdę może nikt wcale nie potrzebuje tych moich rad/opowieści, i że może nie zrozumieć mojego natłoku myśli utkanego ze zdań wielozłożonych, wielowątkowych, niekończących się, po wielokroć przecinkowych, a co gorsza później mielonych, i na nowo przeze mnie powtarzanych, czy też przetwarzanych. (…)

Continue Reading

Szkoda mi tych raf, które on zostawił dla suchego lądu

Uwielbiam płakać. Wciąga mnie to na dno moich emocji, gdze mogę ogądać je całkiem tak jakbym nurkowała oglądając piękną rafę koralową. Mam wrażenie, że smutek ukazuje granice naszego jestestwa. Ustanawia granice naszego królestwa. Zakreśla, ile jesteśmy w stanie ciężarów unieść, i co potrafimy wytrzymać, i czasem (albo i często…) poszerza swoje granice, o kolejne dna daszych krain morskich. Podbijając świat. Jak przystało na człowieka… (…)

Continue Reading

Kupię ci kawę, jak ty kupisz kuźwa moje dildo

Nie umiałam się zdecydować na „patronite” ani na „kup mi kawę”, bo to do mnie jakoś nie trafia. Uznałam, że pisać to ja mogę za darmo, bo dziwnie jakoś mi tak żebrać i prosić się o wsparcie finansowe moich wynurzeń. Zamiast tego weszłam w biznes dildowy i jajkowy z moim bratem (OhStone), bo zafascynowałam się światem kamieni. I wiem, że mamy świetne źródło i sprowadzamy najszlachetniejsze kamienie zza granicy bezpośrednio, dzięki czemu ceny jak na tak ekslluzywne produkty mamy spoko. I polecam, i podpisuję się pod tym sklepem, choć wiem, że powinam zmodyfikować stronę i trochę zadbać o marketing, bo niektórzy nie są pewni jakości i kupują dużo droższe produkty, które mają znaną markę. Planuję dorzucić plakaty z jakimiś tam cytatami z mojego pisania. (…)

Continue Reading

„JESTEŚ S*KĄ, DZI*KĄ… JESTEŚ KU*WĄ…”

No dobra, kochanieńcy? Jakimi wyzwiskami najczęściej nazywają Was Wasi toksyczni byli/a może i teraźniejsi partnerzy/partnerki? Wyzwiskami i epitetami. Może jak ktoś to przeczyta, to zorientuje się, że żyje w toksynach, bo tak tylko wspomnę, że nie każdy wie, że nie wolno trwać w związku, ani nawet w relacji jakiejkolwiek, związanej chociażby z ustalaniem opieki nad dziećmi z kimś, kto nas gnoi. Ja znam takie zwroty: „Jesteś toksyczna/popie*dolona/psychiczna/musisz się leczyć/bierz lepsze leki/powtarzam ci, lecz się/jesteś śmierdzącym leniem/niczego nie ogarniasz/przez ciebie coś się stało/przez ciebie coś się stanie/przez ciebie wszystko co złe/jesteś poje*ana/żenująca/nieogarnięta/szurnięta… JESTEŚ S*KĄ, DZI*KĄ… JESTEŚ KU*WĄ…” (…)

Continue Reading

Znajdę sobie wreszcie miejsce

Ostrzegam, że to odjechany w smutek tekst, ale chcę ukazać na przekór tematowi taką myśl, że nawet jeśli się kogoś utraciło w tym życiu, to jeszcze jest jakieś POTEM. Pachnące kwiatami, pachnące nadzieją… Kiedyś nad wszystkim będą szumiały tylko wierzby, wtedy gdy już nie będzie nas roznosić żadna tęsknota…

Nie widziałam cię już dwa lata. Ale wspominam cię codziennie. Nie mówię już nikomu o tym, jak bardzo tęsknię za tobą, żeby znów nie słyszeć porad zamiast słów zrozumienia, gdzie to ja nie powinnam się udać na terapię i najlepiej jeszcze od razu po tabletki na zapomnienie i odczulenie. Nie chcę już więcej słyszeć, że „powinnam już dawno o tobie zapomnieć”, „iść do przodu”, „poszukać kogoś lepszego”. Bo nie chcę szukać już miłości, skoro już ją znalazłam. Nawet jeśli ty jej nie odwzajemniłeś… Bo miłość to nie garnki, które można wymienić, gdy się przypalą lub przedziurawią. Lepiej jest mi kochać ciebie nawet z daleka od ciebie, niż wcale. Jedyne co chcę teraz, to znaleźć to miejsce, w którym myślę, że kiedyś mnie odwiedzisz. A może i w nim zamieszkasz… Chcę w to wierzyć, bo tylko to trzyma mnie przy nadziei, że warto kochać mimo wszystko. I mimo wszystkim – tym sprzeczającym się z moim chorym i irracjonalnym romantyzmem. (…)

Continue Reading

Przemoc to nie tylko siniaki

Bierzesz leki przez kogoś??? Zamknęłaś/zamknąłeś się przed światem w domu i nie masz już na nic ochoty, bo jest ci wstyd, że jesteś tak szkalowana/szkalowany, i nie dajesz rady już się cieszyć życiem?? Zastanawiasz się nad tym, czy może twoje problemy wynikają z tego, że jesteś nadrważliwa/nadrważliwy, że może przesadzasz…? Bo nie możesz uwierzyć, że ktoś jest dogłębnie zły i ciebie niszczy dla fanu, albo jakichś zysków?
Jeśli poznajesz w tym siebie albo kogoś w takiej sytuacji, ratuj się/ratuj ją/ratuj jego! TRZEBA UŚWIADAMIAĆ O PRZEMOCY – TO NIE TYLKO TA WIDZIALNA FIZYCZNA, ALE TEŻ PSYCHICZNA I EKONOMICZNA.
Przykłady znęcania psychicznego:
– ciągła agresja słowna,
– wyzwiska, obrażanie, poniżanie i upokarzanie,
– groźby i straszenie,
– szantażowanie,
– lekceważenie i traktowanie z pogardą,
– manipulowanie,
– wywieranie wpływu i presji,
– kontrolowanie, inwigilowanie, śledzenie (np. czytanie korespondencji)
– izolowanie od innych osób (np. znajomych, rodziny),
– krytykowanie i ocenianie,
– obwinianie i oczernianie,
– wyśmiewanie opinii, poglądów i przekonań,
– narzucanie swojego zdania,
– wymuszanie posłuszeństwa i podporządkowania,
– ograniczanie snu i pożywienia.
NIKT NIE ZASŁUGUJE NA BRAK SZACUNKU! Czasem coś wygląda niewinnie, bo przecież ta osoba, która ciebie niszczy tak na co dzień wydaje się taką dobrą i przykładną osobą, takim dobrym pracownikiem, i tatą, który bierze na spacerek. ODPOWIEDZ SOBIE – A JAKI JEST TEN TATUŚ/MAMUSIA W DOMU ZA ZAMKNIĘTYMI DRZWIAMI? Jaki/jaka jest sam na sam, nie tylko wtedy gdy zakłada maskę społeczną, ale i wtedy, gdy ją zdejmuje???
Przemoc to nie tylko siniaki. To też rany sprawiane słowem, a słowo potrafi przebić nawet serce. I wypompować krew do ostatniej kropli. I odebrać nawet ostatni oddech.
Photo by Sydney Sims on Unsplash
Continue Reading