Skarby mojej wyobraźni

Nauczyłam się pakować moje tęsknoty szczelnie w małe torebeczki, które zawijam na supeł i wrzucam jedna za drugą do kartonu. Kiedy karton jest pełen wyschniętych z braku dostępu powietrza tęsknot, wynoszę go do piwnicy. Ostatnio mam w niej coraz mniej miejsca, ale na szczęście nikt tu poza mną nie schodzi, i nikt nie wie, ile już nazbierałam takich bezużytecznych dla innych kartonów. Ale nie umiem się ich pozbyć. (…)

Czasem zaglądam do starych kartonów, i otwieram dawne woreczki i z zamkniętymi oczami, by nie patrzeć, co pozostało z moich biednych marzeń, zbliżam się do nich jak najbliżej, by poczuć ich zapach. Zaciągam się nim aż cała nim nasiąknę, i dusząc się od kaszlu spowodowanego podrażnieniem moich zmysłów, zanoszę się od płaczu. Bo ciężko mi pojąć, że tak wiele tak niewinnych pragnień musiało umrzeć, i pozostał po nich tylko zapach tego, gdzie chciały się unosić, i jak chciały wyglądać.

Wracam zawsze zmęczona do mieszkania z mojej piwnicy pełnej coraz bardziej odległych marzeń, i kładę się, by o nich śnić. Bo tylko tak mogę o nie dbać, wtedy gdy nikt tego nie widzi, i nikt się nie pyta, jak to możliwe, że miałam kiedyś siły pragnąć tak wiele.

Dziś nie mam sił już nawet próbować marzyć o tym, by to, czego pragnę, wcieliło się w życie. Od razu łapię swoje myśli do foliowej torebeczki, okręcam je szczelnie, wrzucam do kartonu i wychodzę z domu, by kupić chleb i przekonać się, że da się żyć bez marzeń. Że da się żyć samym chlebem, a skarby swojej wyobraźni trzymać w  małej piwnicy, skoro nie dane im było wyjść na światło dzienne. Bo nikt nie dawał im nigdy szans na przetrwanie…

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.