Nie chcę rozwiązywać naszych przywiązań

Tak bardzo baliśmy się tego, żeby nie oprzeć się przypadkiem jedno o drugie, że stanęliśmy każde ze swoim wypchanym plecakiem trzymając się za jego paski, żeby nam było wygodniej utrzymać równowagę i nie upaść od ciężaru tego, co załadowało nam życie. (…)

Wytyczyliśmy sobie wzajemnie drogi, daliśmy wiele podpowiedzi, jak gdzieś dojść, żeby nie się nie zgubić. Jak czytać mapy, żeby się nie nabrać na jakieś skróty, które mogą nam zająć niepotrzebny czas, i które mogą okazać się nie być przyjemne. Skupiliśmy się na opowieści, jak omijać przeszkody i nie wpaść w żadne grzęzawiska. Bo oboje już nie znosimy blota i tego uczucia, że coś nas w nie wciąga. Mimo że umiemy się z niego już wydostawać, bo nabraliśmy wprawy, to szkoda nam na nie naszych butów.

Podzieliliśy się też informacjami, jak nie przejmować się, że jest się samemu w dalekiej drodze. Mówiłeś mi jak nie płakać w lesie ze strachu przed ciemnością, a ja tobie, jak się cieszyć z dnia, nawet jeśli wybudziły nas śpiewy ptaków za wcześnie na to, by otwierać oczy na światło dzienne.

I gdy już tak się podzieliliśmy tymi wszystkimi radami, i mieliśmy iść każde w swoje drogę, nie umiałam odejść. Bo twój wzrok nie mówił mi, że to koniec naszej rozmowy. Przeszyło mnie twoje spojrzenie jakbyś plądrował nim moją duszę i jakbyś złapał ją najmocniej jak potrafisz. Mimo że ledwo co mówiłeś, żebym szła sobie dalej dzielnie, to nie mogłam tego zrobić, bo unieruchomiłeś mnie tu i teraz. A ten ból przeszywający mnie zrozumiałam, że dotyczy tego, że ja już się do ciebie przywiązałam. I bolałoby mnie bardzo odwiązywanie tych wszystkich sznurków z naszych plecaków i sznurowadeł z naszych znoszonych po różnych drogach butów, które w czasie, gdy tak staliśmy obok siebie posupłały się, jakby wiedziały, że pasują do siebie i są ze sobą do pary. A nawet to, że my sami też jesteśmy do pary. Bo żadne inne oczy nie widziały mnie tak wyraźnie. I nikomu innemu nie dałam wejść w siebie tak głęboko. Nie wiedziałam, że się tak da tak szybko wejść w kogoś. I poczuć się w tej pozycji na dodatek tak bardzo wygodnie.

Nie chcę, żebyś spuszczał ze mnie wzroku, ani żebyś schodził z mojej drogi. Nie chcę rozwiązywać naszych przywiązań. Ani nie chcę już trzymać na siłę własnymi siłami równowagi. Jestem gotowa upuścić mój plecak, i spróbować z tobą unieść się ponad to wszystko. Nawet jeśli wiem, że mogę runąć po chwili z wysokości, na jaką proponujesz mi się wznieść swoim wzrokiem. Jestem gotowa zaryzykować i przestać się bać o te wszystkie ciemne ścieżki w lesie. Bo gdy patrzysz mi w oczy, to mam ochotę zamknąć swoje i oddać się temu, co widzę między wszystkimi naszymi słowami. Między wszystkimi naszymi podpowiedziami, jak żyć samemu. Bo chyba już nie jesteśmy sami… Może odnaleźliśmy najpiękniejszą w życiu drogę?

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.