Tak bardzo baliśmy się tego, żeby nie oprzeć się przypadkiem jedno o drugie, że stanęliśmy każde ze swoim wypchanym plecakiem trzymając się za jego paski, żeby nam było wygodniej utrzymać równowagę i nie upaść od ciężaru tego, co załadowało nam życie. (…)
Nawet wtedy, kiedy całkiem już ciebie nie słyszę…
Otulam się twoim głosem jak miękkim i ciepłym kocem, w który chciałabym się zawinąć i z niego nie wychodzić. Nie kończ proszę swoich opowieści. I nie mów, że nie wiesz tego, kiedy znów będę mogła dotknąć twoich ust, których wypowiadane zdania o różnej częstotliwości drgań, dają mi złudzenia dłuższych i krótszych pocałunków. Wdycham twoje każde weschnięcie i przytulam każde słowo. Nie umiem wyjść z tej rozmowy, mimo że każdy mi mówi, że poraz już iść dalej, i nie szukać w pustych słowach żadnej nadziei na spacer za rękę.
Tak bardzo pragnę zasypiać przy tobie schowanym w moim telefonie, skoro nie możemy inaczej się spotykać. Skoro nie jest dane nam znaleźć się po drugiej stronie słuchawki. I ciągle napotykam przeszkody w połączeniu. Ciągle tracę zasięg. Ale nie chcę odkładać tej słuchawki, tylko ją ściskam jakby siła nacisku mogła sprawić, że wydobędę z niej ciebie.
Nie umiem się rozłączyć, nawet wtedy, kiedy całkiem już ciebie nie słyszę…
Photo by lhon karwan on Unsplash
Nie chowaj jej pod ziemią
Szukasz czasem w ogródku starej kości, którą lubisz się czasem pobawić i znów schować ją gdzieś głęboko pod ziemią, wiedząc, że i tak nikt inny jej znajdzie. Znasz jej smak, i nie umiesz z niego zrezygnować, chociaż wiesz, że ona nie chciałaby leżeć w niczyim innym ogrodzie, ani być gryzioną przez nikogo innego. (…)
Hałas własnych wdechów i wydechów
Położył się obok mojego ciała mijając mnie wzrokiem prawie tak jak się to robi wobec współtowarzyszy jazdy w autobusie. Na których nie chce się patrzeć, ale dostrzega się ich zarys. I stara się tak poruszać, by nie otrzeć się o mnie. Patrzy przeze mnie, ale nie na mnie. Jakbym była jakąś panią w podmiejskim, z którą trzeba jeszcze chwilę wytrzymać w tym środku lokomocji, dążąc do jakiejś pętli, na której wszystkim wypada wreszcie wysiąść, wcześniej tylko znów niezręcznie przejść obok siebie starając się na siebie nie wpaść idąc ku wyjściu. By poczuć powiew wolności i swobodnie oddychać na zewnątrz.
Leżąc obok staramy się nie obciążać nawzajem hałasem własnych wdechów i wydechów. Ani tym bardziej swojego serca. By nie zostawić za wiele w pamięci po sobie. Zupełnie tak jak się to robi sąsiadce z autobusu, z którą łączy kogoś wspólna jazda, ale w końcu zawsze jest ten przystanek, na którym można zapomnieć o zapachu osoby, z którą się chwilę było obok.
Marzy mi się, że kiedyś usiądzie przy mnie ktoś, kto spojrzy mi w oczy, i nie będzie omijał mojego oddechu. Ktoś, kto nie będzie patrzył na zegarek licząc, ile minut będzie musieć wysiedzieć w tej niezręcznej ciszy lub zdawkowych zdaniach prowadzących jedynie do wysiadki. Zdaniach bez ciągu dalszego. I kto wybierze miejsce obok mnie nie tylko dlatego, że jest akurat wolne, tylko dlatego, że pasuje mu kształt moich ramion, do których będzie pasować jak ulał. I którego zapach sprawi, że od razu jak go poznam będę chciała zmieszać z nim swój. I którego ciało będzie idealnie pasowało do moich dłoni, które tak bardzo nie lubią dotyku pustych miejsc po kimś, kto wysiadł…
Photo by Sandra-Beatrice Molnar on Unsplash
Z niektórych ran nie da się wylizać
Na grobie mojego ojca otrzymuję więcej odpowiedzi od niego niż od Ciebie. Mimo że żyjesz, to pozorujesz swoje zniknięcie. Myśląc, że tak jest mi lżej. Czy może być łatwiej, gdy ktoś kogoś kochasz zamienia się w kamień? I nie, nie nabiorę się, że ciebie już nie ma, bo czuję cię w zapachu zachodniego wiatru i widzę twoje odbicie w każdej kałuży, przez które tak często skakaliśmy.
Dobrze, że mam teraz chociaż łatwo odwiedzać tatę, bo wcześniej było podobnie jak z tobą. Że chciałam być obok niego na zawsze, a on chciał tylko wiedzieć, czy sobie radzę bez niego. Mimo że nigdy mnie przecież tego nie nauczył. (…)
Przeniosłeś się z moich marzeń
Przeniosłeś się z moich marzeń do jej mieszkania. Z centrum moich uczuć, w których ci było za ciasno i za gorąco, gdzieś na południe Gdańska. Z pewnością tam jest spokojniej i ciszej. I nie latają ci nad głową mewy. Ani nie targają tobą tak wiatry, ani nie padają na ciebie słone krople z otchłani moich powiek, gdy kończysz. Bo ona nie musi się bać, że zaraz wyjdziesz. Ani tego, że nie wiadomo czy, ani kiedy wrócisz. (…)
Jesteś tym, co on chce zapomnieć…
Zostało tylko sprawdzanie, czy jeszcze cię nie zablokował. Już nie czekasz nawet na odpowiedź. Już jedynie sprawdzasz, czy wiadomości, które piszesz w ogóle trafiają do niego. Boisz się, że kiedyś zostaną w zawieszeniu, które będzie dla ciebie końcem świata. I wiesz, że pewnie już jesteś w jego spamie, do którego tylko czasem zagląda, całkiem tak jak rzuca się okiem na zawartość kosza przed wyniesieniem go na śmieci, czy aby na pewno nic ważnego tam niechcący nie wpadło…
Jesteś jak odpady, skazane na wyspisko śmieci. Wszystkie twoje słowa. Emocje. Przeżycia. Marne przygody. Nudne historie. Jesteś tym, co on chce zapomnieć. Tym, co nie pasuje do wystroju jego mieszkania ani do jego bluzy i butów. Tym, z czym nie chce być utożsamianym. Tym, czym nie chce być zasypywanym. Tym, czego pragnie, by przestało się lęgnąć w kącie i wychodzić spod podłogi. I by wreszcie zapadło się pod ziemię…
Szczegóły mojej nieobecności
Szukam sposobów, by zapomnieć o tobie już od tak dawna. Wymazałam cię ze wszystkich zdjęć gumką od ołówka. Usunęłam wszystkie ślady po tobie z mojego mieszkania. Zmieniłam nawet ustawienie mebli, żeby nie wspominać, jak leżałam z tobą na łóżku pod ścianą. Przesunęłam je teraz na środek salou. A stół ustawiłam pod oknem, żeby inaczej padało na niego światło, gdy jem sama śniadania. Żeby na miejscu twojego talerza był teraz tylko cień, na którym stawiam dla niepoznaki cukiernicę, a obok niej serwetnik. (…)
Czy tam gdzie jesteś spadają takie same gwiazdy?
Nie szukaliśmy siebie wcale, a jednak się odnaleźliśmy. Szłam z kubkiem kawy z Costa Coffee, gdy ty stanąłeś na mojej drodze za rogiem kiosku pomiędzy Domami Centrum. Trzymałeś w ręku gazetę i patrzyłeś w swoje buty jakbyś próbował znaleźć w nich siłę na poruszenie nogami. Jakie to niemądre z naszej strony, że szukamy powodów do chodzenia w przedmiotach, do których posiadania też przecież musimy dużo się nachodzić. (…)