Hałas własnych wdechów i wydechów

Położył się obok mojego ciała mijając mnie wzrokiem prawie tak jak się to robi wobec współtowarzyszy jazdy w autobusie. Na których nie chce się patrzeć, ale dostrzega się ich zarys. I stara się tak poruszać, by nie otrzeć się o mnie. Patrzy przeze mnie, ale nie na mnie. Jakbym była jakąś panią w podmiejskim, z którą trzeba jeszcze chwilę wytrzymać w tym środku lokomocji, dążąc do jakiejś pętli, na której wszystkim wypada wreszcie wysiąść, wcześniej tylko znów niezręcznie przejść obok siebie starając się na siebie nie wpaść idąc ku wyjściu. By poczuć powiew wolności i swobodnie oddychać na zewnątrz.

Leżąc obok staramy się nie obciążać nawzajem hałasem własnych wdechów i wydechów. Ani tym bardziej swojego serca. By nie zostawić za wiele w pamięci po sobie. Zupełnie tak jak się to robi sąsiadce z autobusu, z którą łączy kogoś wspólna jazda, ale w końcu zawsze jest ten przystanek, na którym można zapomnieć o zapachu osoby, z którą się chwilę było obok.

Marzy mi się, że kiedyś usiądzie przy mnie ktoś, kto spojrzy mi w oczy, i nie będzie omijał mojego oddechu. Ktoś, kto nie będzie patrzył na zegarek licząc, ile minut będzie musieć wysiedzieć w tej niezręcznej ciszy lub zdawkowych zdaniach prowadzących jedynie do wysiadki. Zdaniach bez ciągu dalszego. I kto wybierze miejsce obok mnie nie tylko dlatego, że jest akurat wolne, tylko dlatego, że pasuje mu kształt moich ramion, do których będzie pasować jak ulał. I którego zapach sprawi, że od razu jak go poznam będę chciała zmieszać z nim swój. I którego ciało będzie idealnie pasowało do moich dłoni, które tak bardzo nie lubią dotyku pustych miejsc po kimś, kto wysiadł…

Photo by Sandra-Beatrice Molnar on Unsplash

Continue Reading

WOŚP, Pol’And’Rock i nieustanne czepialstwo pospólstwa

Jak mnie to wnerwia, gdy słyszę, że Jurek Owsiak jest złodziejem. Jak mnie to mierzi, gdy ludzie nie widzą całego dobra jego działalności, i wszystkich znojów z nią związanych. Jakie to płytkie jest by oceniać z góry źle człowieka i szukać jego złodziejskich aspiracji w tym, co generalnie ma najszczytniejsze cele i czemu przyświecają najpiękniejsze idee. Ile ten człowiek musi znieść oszczerstw, ile hejtu, a przy tym wiadomych nerwów wynikających z ciągłych pozwów sądowych, czy pomówień. (…)

Kto nigdy nikomu nie pomógł, niech lepiej milczy, bo nie zna się na poświęceniu swojego życia innym. Jak bardzo trzeba być bezczelnym, by oczekiwać, by osoba, która działa charytatywnie zupełnie nie zarabiała, albo przynajmniej jak najmniej? Jakby Owsiak musiał się korzyć przed wszystkimi, i odmawiać sobie tego na co zapracował. I współczuję mu nerwów, jakie musi codziennie mieć, i tego czepialstwa, które jest tak charakterystyczne dla zazdrosnej gawiedzi.

Sama kiedyś pracowałam nad tematem działalności charytatywnej, zagłębiając się w ten temat, i wiem, że często altruiści są traktowani jako egoiści, którzy dla zaspokojenia potrzeb własnego ego działają na rzecz innych. Ale moim zdaniem jest to bardzo mylne spojrzenie, nie wnikające w istotę potrzeby spełniania obowiązków nadzwyczajnych wobec innych (więcej o obowiązkach nadzwyczajnych można poczytać w dziełach Immanuela Kanta).  Tak naprawdę działalność na rzecz innych to często wewnętrzna potrzeba, taka do której czujemy wewnętrzny mus. Nie każdy zna takie uczucie, stąd ludzie podchodzą z rezerwą do takich osób, które pomagają innym. Jeśli na dodatek nie czerpie z tego żadnych korzyści majątkowych, albo towarzyskich, jest posądzany o jakieś niecne cele.

Ale warto zwrócić uwagę na to, jak pomaganie innym wpływa na nasze samopoczucie, gdy naprawdę mamy dobre INTENCJE, i chcemy pomóc innym, ze względu na to, że jako istoty czujące jesteśmy wyposażeni w neurony lustrzane, nam samym robi się lepiej, i czujemy się sami bezpieczniej w takim świecie, w którym ktoś pomaga komuś, a szczególnie gdy ta pomoc jest multiplikowana. Bo czujemy wtedy solidarność z innymi i braterskość, na których to wartościach zależy temu fajnemu człowiekowi, jakim jest Owsiak.  I po którym niestety tyle osób jeździ. Ja się cieszę, że ten człowiek ma auto, dom i pieniądze.  Byłoby to w chuuuj niestosowne, gdyby nie miał żadnych pieniędzy z tego, co robi. Ludzie są podli, że wymagają do niego, by się najlepiej wszystkiego wyrzekł, żeby udowodnić, że czyni dobro. Powinniśmy mu wszyscy życzyć, żeby się jemu powodziło, i by jak najdłużej był zdrowy, i odganiać złe chmury, i ludzi ze złą energią, którzy chcą odebrać mu jego energię.

Nie chcę nawet myśleć, jak wyglądałby nasz polski świat bez Owsiaka, który pomaga zebrać pieniądze na to co najważniejsze da ludzi – na opiekę zdrowotną. Nieraz byłam w Centrum Zdrowia Dziecka, i z rozrzewnieniem przyglądałam się czerwonym serduszkom na maszynach medycznych. Nie może zabraknąć tych serduszek! Nie może zabraknąć tej energii, która je wytwarza! Ten człowiek nie ma parcia na szkło, ten człowiek jest szczerze dobry. Może ma ADHD jak ja, więc czuję ten jego oversharing, którego ludzie często się boją, bo aż nie wierzą, że można być aż tak szczerym w swoich wyznaniach i szczodrym. I utożsamiam się z jego poczuciem odrzucenia wynikającym z niedowiarstwa ludzi, że można być aż tak otwartym na innych. A JEDNAK MOŻNA!!!

Nie patrzmy na ręce Owsiaka z takim sceptycyzmem, zostawmy to urzędnikom, na pewno jest z każdej strony sprawdzony. Ale właśnie dopingujmy mu. Wspierajmy jego akcje, bo pieniądze przez niego zbierane na pewno bardziej nam pomagają niż te, które oddajemy w podatkach. On pomaga państwu polskiemu obsłużyć szpitale, więc ludzie, no kuźwa, tu tylko bić brawo należy, i jeszcze dorzucać się temu człowiekowi do jego własnego lepszego bytu, po to by miał dalej energię pomnażać swoją własną energię dla innych!

Podsumowując, Fundacja WOŚP ok. 92 proc. zebranych środków przeznacza na bezpośrednią pomoc charytatywną, same koszty administracyjne to jedynie ok. 8 proc. A koncerty Pol’and’Rock to impreza zrzeszająca cały polski naród. Byłam w tym roku i ja, mimo że szczerze żaden zespół nie był jakimś tam moim ulubionym. Ale jechałam dla tej atmosfery wolności, radości, braterstwa. I cieszę się, że chociaż w tym miejscu można pokazywać tyłki w wyrazie dezaprobaty wobec wojen. Bo w sumie jak inaczej walczyć z władzą, która nas stawia do walki z innymi, nawet gdy nie tylko nie mamy na to ochoty, ale i w ogóle idea wojen nam nie przyświeca jak przez zwykłe spuszczenie na to gaci… Nie ma innego sposobu na zwrócenie uwagi na swoje niezadowolenie ze świata niż wystawienie jemu swojego tyłka. I zrobili to artyści Nocny Kochanek, i Hunter, i nie wiem kto tam jeszcze, ale popieram takie akcje. Bo gdyby nie były tak ekstrawaganckie, to nikt by nawet nie mówił o Pol’and’Rock. Który stał się już nie tylko symbolem wolności artystycznej, ale w ogóle wyjścia z systemu poprzez pomoc nieudolnemu systemowi, który w życiu by nam nie zapewnił takiego sprzętu medycznego, który zapewnił przez te wszystkie lata ten kolorowy człowiek, tak często opluwany, tak często oczerniany. Tak często wyzywany. Śmieszy mnie posłanka Lichocka, że się oburzyła zobaczywszy pośladki chłopaków. Kto nie rozumie rock’and’rolla, niech nie chadza na koncerty. Proste? Proste!

Ludzie, którzy czynią dobro mają naprawdę od górkę. Bo muszą ciągle udowadniać, że cokolwiek robią, robią wszystko w szczytnym celu. Pozwólmy Owsiakowi być też człowiekiem! Takim, który się czasem wozi, nosi, i w czymś mieszka. A nawet jeździ na wakacje. I mimo to, że mu na to pozwolimy mam wrażenie, że i tak uczynił więcej dobra niż na przykład Matka Teresa, która może i nie jeździła auta za pół bańki, ale na pewno też nie uzbierała takich kwot na pomoc innym, jakim uzbierał ten człowiek. Na którego nie pozwalam pluć! I nie pozwalam bluzgać. Bo nie znajdziemy tak wiele dobra wokół siebie, co w nim. Tyle dobra, które on co roku pomnaża przynosząc nam niemalże święto narodowe, jakim się stał coroczny zimowy Finał WOŚP, a następnie letnia impreza Pol’and’Rock.

Zdj. Marcin Michoń z koncrtu Nocnego Kochanka, Pol’And’Rock 2025

 

Continue Reading

Nawet gdy inni skazali cię na straty

To był taki dzień, który połączył ich spojrzenia, choć nigdy nie sądzili, że spojrzą kiedyś w tym kierunku. Nie poznaliby się, gdyby nie przeżyli siedmiu lat każde w swoim piekle, z którego wyjście i jej, i jego, prowadziło tą samą wąską i trudną ścieżką, na której się spotkali trzymając swoje kamienie w rękach i szczelinach ich najgłębszych myśli i ubrań. Których sami nie wiedzieli, czy wypada im wyrzucić na ziemię przed samymi sobą, czy udawać, że nie noszą niepotrzebnych i za ciężkich ciężarów.

Jednak instynktownie uznali, że pokażą na trzy cztery, co kryją wnętrza ich kieszeni i dłoni. Przyglądali się nawzajem zakamarkom swoich linii papilarnych ze wzruszeniem odkrywając ich nieodwracalne zniszczenia i rozumiejąc, że nie da się już ich naprawić. Zapragnęli spleść je w przytuleniu, by już nie musieć patrzeć na własne cierpienie. Tak by zatracić poczucie bólu utraconego czasu. I by oprzeć się jedno o drugie jak drzewo wyrwane z korzeniami o drugie takie samo drzewo. I wpleść się w siebie tworząc iskry w tym, co wyglądało na przegraną walkę o ogień. I wykrzyczeć światu, że można się obudzić z martwych. Że MOŻNA ŻYĆ, nawet wtedy, gdy inni skazali cię na straty…

Photo by LOGAN WEAVER | @LGNWVR on Unsplash

Continue Reading

Kiedy cała bolisz

Kiedy cała bolisz, staje ci się obojętne, czy ktoś cię bierze za wariatkę. Wisi ci, że lecą ci przy innych łzy, albo że puszczają ci nerwy i łatwiej krzyczysz, albo że z braku sił siadasz byle gdzie pragnąc zawiesić to nieustanne napięcie twojego ciała i odpocząć od niego. (…)

Continue Reading

Skarby mojej wyobraźni

Nauczyłam się pakować moje tęsknoty szczelnie w małe torebeczki, które zawijam na supeł i wrzucam jedna za drugą do kartonu. Kiedy karton jest pełen wyschniętych z braku dostępu powietrza tęsknot, wynoszę go do piwnicy. Ostatnio mam w niej coraz mniej miejsca, ale na szczęście nikt tu poza mną nie schodzi, i nikt nie wie, ile już nazbierałam takich bezużytecznych dla innych kartonów. Ale nie umiem się ich pozbyć. (…)

Continue Reading

Tracę łzy i słowa…

Przez antydepresanty tracę łzy i słowa… Czuję, że tkwią one gdzieś we mnie, ale tak ciężko jest mi je wydobyć. Wychodzą ze mnie tylko zdania proste, bez zagłębień w otchłań doznań, od których się odłączyłam poprzez leki, żeby przy okazji przestać czuć ból. Rozumiem już osoby, które mówiły, że nie są sobą, gdy biorą antydepresanty. Nawet jeśli czuję za mocno, i płaczę za dużo, i cieszę się też mocniej niż wypada, gdy znajdę i do tego powód, to nie chcę dążyć do odebrania mi tych doznań.
Wolę być wariatką niż mimozą. Wolę czuć wyraźnie ból i umieć go opisywać z różnych jego stron, niż tę cholerną pustkę, na którą szkoda słów. Bo nie jest ona warta przeżyć ani opisów. A tym bardziej wierszy na nią szkoda. Bo z poezją ma niewiele wspólnego…
Photo by Alex Durynin on Unsplash
Continue Reading

Z niektórych ran nie da się wylizać

Na grobie mojego ojca otrzymuję więcej odpowiedzi od niego niż od Ciebie. Mimo że żyjesz, to pozorujesz swoje zniknięcie. Myśląc, że tak jest mi lżej. Czy może być łatwiej, gdy ktoś kogoś kochasz zamienia się w kamień? I nie, nie nabiorę się, że ciebie już nie ma, bo czuję cię w zapachu zachodniego wiatru i widzę twoje odbicie w każdej kałuży, przez które tak często skakaliśmy.

Dobrze, że mam teraz chociaż łatwo odwiedzać tatę, bo wcześniej było podobnie jak z tobą. Że chciałam być obok niego na zawsze, a on chciał tylko wiedzieć, czy sobie radzę bez niego. Mimo że nigdy mnie przecież tego nie nauczył. (…)

Continue Reading

Przeniosłeś się z moich marzeń

Przeniosłeś się z moich marzeń do jej mieszkania. Z centrum moich uczuć, w których ci było za ciasno i za gorąco, gdzieś na południe Gdańska. Z pewnością tam jest spokojniej i ciszej. I nie latają ci nad głową mewy. Ani nie targają tobą tak wiatry, ani nie padają na ciebie słone krople z otchłani moich powiek, gdy kończysz. Bo ona nie musi się bać, że zaraz wyjdziesz. Ani tego, że nie wiadomo czy, ani kiedy wrócisz. (…)

Continue Reading

ADHD nie jest takie śmieszne…

Często śmieję się opowiadając o moich przygodach, których treść opiera się na ułomności mojego mózgu – na moim ADHD. Ale tak naprawdę życie z tak skonstruowanym umysłem nie jest takie śmieszne. Bo męczące jest dla mnie samej, a także dla osób, które na to patrzą, te moje ciągłe zapominanie czegoś/szukanie czegoś/nie dokańczanie zdań/zaczynanie nowych/przerywanie innym, żeby nie zapomnieć o tym, co mam akurat na myśli/wieczny bałagan/spontaniczne zakupy/wychodzenie po chleb, wracanie z workiem innych rzeczy/milion pomysłów na sekundę/rozwiązywanie wielu problemów na raz aż do utraty sił/oddawanie własnej energii wszystkim napotkanym ludziom na rozwiązywanie (a nawet najpierw ich znajdowanie lub wymyślanie) ich problemów i wracanie do własnego mieszkania bez sił, bez dalszej mocy. Plus naiwna otwartość dla wszystkich wraz z lękiem, że tak naprawdę może nikt wcale nie potrzebuje tych moich rad/opowieści, i że może nie zrozumieć mojego natłoku myśli utkanego ze zdań wielozłożonych, wielowątkowych, niekończących się, po wielokroć przecinkowych, a co gorsza później mielonych, i na nowo przeze mnie powtarzanych, czy też przetwarzanych. (…)

Continue Reading