Maraton czytelniczy – wiele uwag do

Komu z rodziców Wielki Maraton Czytelniczy dla dzieci nie sprawia kłopotów i stresu? Kto uważa, że to fajny i dobrze zorganizowany konkurs? Kto nie wścieka się, że w bibliotekach brakuje zawsze tych książek? Bibliotekarze też rozkładają ręce i mówią, że z przyjemnością zamówiliby więcej egzemplarzy, tak żeby dzieciaki miały u nich dostępny asortyment, ale po prostu nie mają jak, bo są informowani w ostatniej chwili, jakie książki będą czytane. I tak co roku… (…)

Continue Reading

Już nigdy nie zapalę

Z balkonu mam przejrzysty widok na miasto. Siódme piętro pozwala patrzeć z wysokości chmur na wszystkie sprawy z perspektywy ptaka. Stąd wszystko jest takie małe i kruche. Palę, obiecując sobie jak zawsze, ostatniego w życiu papierosa. W salonie leży ciało pięknej kobiety. Wczoraj myślałem, że wartej mojego czasu, a teraz nie mam ochoty zamienić z nią nawet słowa. Alkohol potrafi robić takie iluzje. Dziś jest dla mnie martwa. Nie mogę się doczekać aż zniknie. Najchętniej zwinąłbym ją w dywan i wyniósł pod klatkę. Może ktoś by ją jeszcze wykorzystał, ja już na pewno jej nie chcę. Dywan też mi się opatrzył, a myślę, że komuś może jeszcze posłużyć. Przymykam oczy, żeby nie raziło mnie Słońce rozmazując to, co widzę. Morze i las zlewa się w jedną dwukolorową masę przeplataną kolorami bloków i placu zabaw. Odwracam wzrok ku pokojowi, sprawdzić, czy to obce ciało pasuje do moich mebli i pościeli, bawiąc się nadal w rozmazywanie pejzarzu. Nawet z półzamkniętymi oczyma, wiem, że nie. Zgniatam wypalonego papierosa w prowizorycznej popielniczce z obciętej butelki po Pepsi wypełnionej wodą, żeby łatwiej ugasić żar. Nigdy nie kupiłem prawdziwej, bo nigdy nie chciałem się przyzwyczaić do palenia. Kiepy są tak obrzydliwe. Całkiem jak to półnagie ciało na moim łóżku.

Czy kiedykolwiek sprawi mi radość coś, co daje mi złudną nadzieję na coś więcej, a tak naprawdę mam ochotę to szybko wypalić i nigdy już tego nie dotknąć? A tym bardziej się przy tym nie obudzić. Tak samo jak przy obciętej butelce Pepsi, z której zalatuje smród ugaszonych kiepów, a widok przyprawia o mdłości i sprawia, że zawsze sobie obiecuję nigdy nie dotknąć już papierosa. Ani kobiety nie dotykać dłużej niż trwa moja iluzja, że nadaje się do czegoś więcej niż to co oczywiste.

Continue Reading

Jakiś fragment jakiejś tam całości – ZAPISKI MATKI KURWA POLKI, fragm.2

„Imię: Julka. Wiek: 37 lat, płeć: żeńska, stan cywilny: rozwódka. Stan emocjonalny: bardzo, bardzo rozedrgany. Poziom poczucia samotności: 200 %. Znaki szczególne: małe piersi i większy od nich brzuch, wystający spod nich z zazwyczaj ciasno dopiętych dżinsów, obsesja na punkcie odchudzania. Waga: 64 kg. Uzależnienia: od papierosów i „Pewnego Kogoś”, o imieniu Piotrek. Chociaż lepiej pasuje mu zdrobnienie: Piotruś. No – bo bardzo przypomina Piotrusia Pana – związkofoba i emocjonalnego popaprańca. (…)

Continue Reading

Wyrzucasz mnie z pamięci, zanim nawet stanę się wspomnieniem…

Pachniesz piwem zmieszanym z twoim zapachem. Wiatr szarpie firankami. To przeciąg, bo nie zamknąłeś balkonu, a przecież w kuchni są otwarte okna. Masz tak sprawne dłonie. Obracasz mnie jak naleśnikiem. Kręci mi się w głowie od zmian pozycji, i twojej gonitwy do końca tego spotkania, które przyspieszasz zdecydowanymi ruchami. Boję się trzaśnięcia drzwi balkonowych, i że pęknie szyba. Myślę, że wtedy byś wstał ze mnie i skończyłyby się te moje chwile uniesień, które dla ciebie są jedynie chwilami twojej słabości dla zwykłego naleśnika. A ty nie lubisz być słaby. Nie lubisz poddawać się instynkom i uczuciom. (…)

Continue Reading

Czy twój smak miałby inny kształt?

Nic nie mija. Wszystko stoi w miejscu, i nawet jeśli się zmienia, to wyrasta na tym, co było, albo na wieczność zostaje pod spodem. Czasem udaje się temu, co głęboko, wydostać na słońce. I ożyć.

Znów myślałam, że może zostanę chwil kilka na powierzchni moich marzeń, kiedy wyciągnęłam się za włosy spod ciężkiej ziemi. Ale pokryła mnie znów zimna ciemność ciszy.  (…)

Continue Reading

Pogodzić się ze łzami

Leki zaczęłam brać, gdy przestałam sobie radzić z poczuciem samotności. Chciałam zapanować nad pustką we mnie, i przestać cierpieć z braku bliskości ludzi, na których mi zależało. Zawsze dostosowywałam się do innych – ustępowałam miejsca, zgadzałam się na czyjeś warunki i czyjeś propozycje, nie wczuwając się w samą siebie. W to, czy robię rzeczy zgodnie ze sobą samą, czy spędzam czas tam i z kim chcę, wybieram pracę w moim stylu, a nie w takim, w jakim inni mogą mnie docenić. I tak całe życie. (…)

Continue Reading

Ciężar jakim jest życie

Boję się wchodzić na wagę, bo wiem, że ważę za dużo. Każde moje zmartwienie liczy co najmniej dziesięć kilo. Dzisiaj się odważyłam. I myślę, że moja waga nie działa – to niemożliwe, że ważę tylko sześćdziesiąt kilogramów. Chociaż może jeśli stoję bez wdychanego powietrza, wtedy gdy wydycham to, co zalega mi w płucach, może rzeczywiście ważę kilkadziesiąt kilogramów. Wtedy gdy część moich ciężarów unosi się w powietrzu po moim wydechu, wtedy nie ważę ponad stu kilogramów, z których czuję, że się składam, i pod nimi codziennie załamuję. (…)

Continue Reading

„Odebrany oddech” (fragment pierwszy)

A więc tak… Nie wiem co dalej, ale na razie po będę tutaj odkrywać coś, co ze mnie wyciekło jakiś czas temu. Dziękuję firmie OhStone, tej od dild i jajek yoni z kamieni szlachetnych, za wsparcie projektu – pisania w sieci <3

I po troszku karta za kartą, będę odkrywać to, co dotąd skrywałam przed Wami 🙂

„PROLOG

Jestem podarta. Jak ta książka, która nie powinna powstać. Bo jej zakończenie już nie będzie szczęśliwe, choć tak planowałam. Niczego nie wolno planować. Nawet książek. Zawsze coś może wyskoczyć, co zmieni bieg wydarzeń udowadniając nam, że nie jesteśmy nieomylni. Że sami nie decydujemy o naszym życiu. Że również też coś poza nami wpływa na to, co robimy, kim jesteśmy, dokąd idziemy. A nawet na to, o czym piszemy… My możemy się starać nadać jakiś bieg wydarzeń, ale to nie zawsze wystarczy, żeby to, do czego dążymy, nam wyszło. I najgorsze jest chcieć czegoś mocno, najmocniej, i tego nie otrzymać mimo największych starań.

Ja już wiem, jak to jest. Bardzo dobrze wiem.

Tlę w sobie skrytą nadzieję, że może jeśli w życiu nie spełniły się nasze marzenia, to los sam nas wynagrodzi czymś nawet piękniejszym niż to, na co mieliśmy nadzieję. Czymś, o czego zaistnieniu nawet nie myśleliśmy, że mogłoby być realne. Czasem trzeba spokojnie poczekać na coś, co samo na naszą drogę wejdzie. I nas zaskoczy. Niespodzianki potrafią być piękniejsze od marzeń. I chociaż marzymy o najcudowniejszych obrotach losu, to nadajemy im w naszej wyobraźni zawsze jednak jakiś obraz. A czasem właśnie ten niezdefiniowany kształt naszych marzeń, jest najpiękniejszy. Musimy tylko dać się mu uwieść. I zauważyć, że coś, co nas spotyka, jest najpiękniejszym prezentem od losu.

Tylko ciężko jest w to uwierzyć, kiedy cały czas pokładało się wiarę w coś innego, z czego trzeba rezygnować.

Nie chcemy w życiu błądzić, ale czasem jak zboczymy w jakieś uboczne miejsca, to możemy to potraktować jak przygodę i doświadczenie, które nas w pewien sposób określa. Daje nam negatywną definicję nas samych, czyli charakteryzuje nas poprzez to, czym nie chcemy być, z kim nie chcemy być, i czego nie chcemy robić. I upewnienie się, w którą stronę chcemy iść. Z tych bezdroży. I nakierowanie się na poszukiwanie swojej pozytywnej definicji własnej osoby… Tej, której nie bylibyśmy byli pewni, gdybyśmy nie zeszli z utwardzonej drogi prowadzącej dokądś. Dobrze jest więc czasem zabłądzić. Poznać zakamarki naszego niechcenia, utwierdzające nas w tym, czego pragniemy.

Tak sobie myślę, że może… Może inne zakończenie książki następuje po jej napisaniu… A nawet, że książka nigdy się nie kończy, ani nigdy nigdzie nie zaczyna. Bo ona zasadza się na jakiejś historii, która ma swoją jeszcze wcześniejszą, jak i dalszą historię. I zawsze jest jakiś ciąg dalszy. I ten ciąg dalszy NASTĄPI. Musi nastąpić! A ja się skleję. Na pewno się skleję!”

Glory Hole

Część dalsza nastąpi. Na pewno nastąpi 😉

 

Continue Reading

Nikt nie ma prawa rządzić Twoim życiem

Trochę miałam czasu na refleksję nad tym, czy warto być szczerym i wykładać siebie na tacy innym – nie, nie warto. Ludzie nas wtedy obszczają i wyśmieją. Ale ja nie robię żadnych rzeczy dlatego, że „warto”. To co robię, a także piszę, jest z potrzeby serca. To czego teraz bardzo chcę teraz, to pozbyć się lęków i braku zaufania do ludzi, bo trochę mnie życie zorało podłymi istotami, o których nikt by z zewnątrz nie pomyślał, że mogą niszczyć innych.
Kobiety, jeśli czujecie się zaszczute w swoich związkach, jeśli czujecie, że straciłyście swoją wartość, jeśli ktoś Wami i Waszym życiem rządzi, jeśli decyzja co do tego, gdzie mieszkacie, pracujecie, z kim się przyjaźnicie i spotykacie, ile macie dzieci i ile godzin możecie z nimi spędzać, nie należy w ogóle do Was, to znaczy, że oddałyście swoje życie komuś, kto na nie nie zasługuje – komuś kto traktuje je jak swoją własność. Jest takich kobiet wiele, i najcześciej tracą swoje siły po porodach, gdy osłabione nimi i bez sił na chodzenie do pracy, stają się na jakiś czas zależne. I często z tej zależności już nie potrafią wyjść… Sił dziewczyny życzę, i wsparcia w innych. I umiejętności wyplątywania się z sieci zależności. Nie musicie być z kimś, żeby być wartościowe. Nie musicie też dużo zarabiać by mieć wartość. To bzdury. Samotne matki mają nieocenioną wartość. I nikt ich wartości zaprzeczyć nie może – bo robią za dwoje, albo i za miliony. Bo dbają o życie kolejnych ludzi oddając swoje własne. A życie ludzkie ma najwyższą wartość – i tylko osobami, które cenią nasze życia, warto się otaczać. Innych należy z niego usuwać.
Może być zdjęciem przedstawiającym 1 osoba i niemowlę
Continue Reading