Próbuję się wyleczyć z Ciebie…

 

Słynę z zakochań. Najlepiej w obiektach niedostępnych, dalekich, nierealnych. Tym razem zakochałam się w Jakubie Skorupa. No po prostu złapał mnie ten chłopak za serce. Bo ja tak mam zazwyczaj, że jak się zakocham, to ktoś mnie łapie tylko za serce, a nie za cycki (damn it!).  A ten mnie złapał tak zgrabnie za serce tymi swoimi wyznaniami, tymi zdaniami składanymi z uczuć, poszarpanych emocji, najgłębszych refleksji. Mimo wyczuwalnej nieśmiałości i skrytości uczuć, miał na szczęście na tyle odwagi, by wyjść z tym wszystkim co posiada do ludzi. Do ludzi, którzy dzisiaj kpią przecież z uczuć, z bycia słabym, z marzeń, z oddania innym, z wierności. Z miłości… A Jakub daje nam całą swoją wrażliwość na tacy, polewa ostrymi sosami, przyprawia solą i pieprzem. Żeby inni mogli go sobie schrupać. I wypluć co się im nie podoba, a strawić to, co im zasmakuje. I mam wrażenie, że nie ma w sobie ten chłopak ani chęci, ani siły, przebijania się łokciami przez tłumy. Stąd też włączył mi się kurva ofkors istynkt macierzyński! Więc mam ochotę aż krzyczeć za niego: „HAAALO!” Chłopcu temu utorować pragnę drogę do sceny!! Dajcie mu na nią wejść! Dajcie mu pokazać, co potrafi! A potrafi chłopak, i to jak potrafi! Wzruszyć, wyszarpać, wyciągnąć jak trupa z szafy te wszystkie emocje nawet najbardziej skrywane, całkiem zapomniane albo nieuświadomione. I wyznania miłosne czyni takie cudowne, nikt nie powie, że żałosne, choć przecież odepchnięta miłość z natury jest żałosna. Ale w jego ustach brzmią te wyznania tak pięknie, i nie natarczywie. I bez nienawiści, i z pogodzeniem losu, że odebrał mu coś, co chciał chłopak przeżyć. Ale zamiast tej kobiety mam wrażenie, że została mu tylko piosenka… (…)

” Próbuję się wyleczyć z Ciebie.Próbuję, ale trochę nie chcę.Dalej wisisz na liście gości, obok lżejszych uzależnień.Mam wspomnienia, które widzę wszędzie.Kilka błędów, mógłbym mieć ich więcej.Głuchy telefon mówi mi, co będzie.Głuchy telefon, poza tym nic więcej.”

Ten facet daje nadzieję na to, że faceci mają uczucia. Że mimo masek twardzieli, masek, które codziennie nakładają, mają w sobie oni, każdy jeden – też takiego wrażliwego chłopca, pragnącego i dającego miłość. Tęskniącego za kimś. Ale też i za innymi czasami, właśnie tymi, gdy byli mali. Chodź czującego też wielką samotność wśród imprezujących pewnych siebie, a tak dalekich od wrażliwości dzieci, naprutych dorosłych (jak to chociażby opisał w swojej piosence „Barbórka”).

Skorupa mówi w swoich piosenkach o wychodzeniu z narzucanych schematów, o „dawaniu wypowiedzenia wierszem”. O tym, jak zostać poetą, rzucić pracę dla muzyki i wierszy…  Coś tak nienaturalnie szczerego w dzisiejszym kapitalistycznym świecie, jak porzucenie złotówek dla rymów, aż razi po oczach cudownością. Bo on nie rzuca pracy dla chlania przy brzdąkaniu na gitarze i wyciu do mikrofonu, i sławy. On naprawdę kocha słowa. I w tym go czuję najbardziej. I w tym go pragnę właśnie wspierać. I pomagać przejść przez tłum ludzi do sceny. Żeby go inni nie rozgnietli zanim go w ogóle usłyszą…

 

Albo gdy śpiewa o „rzucaniu wszystkiego i wchodzeniu do głębokiej, zimnej, wody”, to wyraża się niby z rezygnacją, ale jednak w tej rezygnacji czuć pogodzenie z ludzką kondycją. Z odrzuceniem przez czy to kobietę, czy to korpo, czy po prostu przez świat. I w tym jest on nam wszystkim bliski. W tym szukaniu sensu w cierpieniu i jego pięknie. W tym ciągłym przyjmowaniu niedoli. A mimo wszystko, on idzie dalej, oddychając jak najgłębiej potrafi.

I utożsamiam się z nim, jak pewnie i niejedna osoba, bo tak jak on

„wciąż ufam wszystkim, ale w siebie to wątpię.
Mam nowy zeszyt, ale nie chce już wspomnień.
Ćwiczę mój oddech na filmikach z kołczem,
w kółko myślę o tym jakby tu zmądrzeć”…

I tak samo jak on „słucham Kazika, Nirvany, The Doors”…

I nie tylko ja jestem jak on. I nie tylko ja doceniam jego szczerość, wrażliwość i rozkładanie na czynniki pierwsze tego co skomplikowane – wszystkich naszych ludzkich uczuć, lęków, tęsknot. I to w nim jest fajne. Że on jednym z nas. Żadna z niego gwiazdka. On po prostu śpiewa, bo czuje do tego wewnętrzne wezwanie. I tylko takiego śpiewu chcemy słuchać. Prawdziwego. Pochodzącego z najgłębszego wnętrza… Zawierającego najgłębsze wynurzenia.

Co tu więcej gadać, po prostu fajny jest ten Skorupa. A najfajniejsze jest to, że nie ma na sobie żadnej cholernej SKORUPA, pod którą dzisiaj prawie każdy człowiek stara schować swoją wrażliwość. Skorupa bez skorupy… Miękki Skorupa wcale nie oznacza, że zły. On naprawdę jest dobry! Oby więcej z nas odkrywało w sobie taką miękkość, jak on. Oby!

W razie czego do zobaczenia w Gdańsku 2 listopada w klubie Czudner Spot!

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.