„INTROSPEKCJA. Przedmiot Nieocenionej Wartości” – recenzja Sopockiego Teatru Tańca (felieton)

introspekcja

Poznałam ją w 2017 roku. Weszła i od razu poczułam, że mimo swojego niewielkiego wzrostu, jest wielka. Nie patrzyła na pozory, widziała głębiej. Ma coś w sobie hipnotyzującego, co sprawia, że chce się na nią patrzeć. Nie przymila się, nie uśmiecha bez uzasadnienia. Nie udaje. Ani radości, ani smutku. Jest prawdziwa. A jej sceniczne opowieści są głębokie, nie dotykają tylko powierzchni rzeczy, ale sięgają dużo głębiej. (…)

Joanna Czajkowska, bo o Niej mówię, razem z Jacentym Krawczykiem współtworzy ten teatr od 23 lat. Oboje skromni, chociaż robiący wspaniałe rzeczy na scenie. On cichy i bardziej wycofany, tak jakby asekurował wszystko co się dzieje, jak ostoja tego teatru. I ona twarda i silna, energiczna, jakby prowadziła, czy też wyrywała się w „tym tańcu” zwanym teatrem, mimo niskiego wzrostu i wagi piórkowej sprawiając wrażenie bardzo silnej kobiety łączącej to zgrabnie ze swoją wielką wrażliwością. Oboje tak samo zaangażowani w rozwój tego, do czego powstania doprowadzili – Sopockiego Teatru Tańca.

Wtedy właśnie obejrzałam po raz pierwszy spektakl w ich teatrze w reżyserii Joanny Czajkowskiej, który wyrył się w moim sercu, i zmienił patrzenie na teatr tańca, i teatr w ogóle. Zawsze wierzyłam w wymiar prawdy słów, jednak dzięki temu wydarzeniu odkryłam, że prawda nigdy nie jest do końca wypowiadalna słowami. Że potrzebne jest ciało do wyrażenia siebie. Potrzebny jest ruch, mimika, energia ciała, a nie tylko słowa, które mogą kłamać. Ciało nigdy nie kłamie. A jeśli nawet próbuje, zawsze coś je zdradzi. Oczy, opuszczone ramiona, czy podniesiona broda, zadarty nos, uśmiech, czy też jego brak. Zrozumiałam, że można czerpać swoją wiedzę z tańca, z ruchu, z ludzi, wyciągać swoje myśli z obserwacji ciała, a nie tylko ze słów, które mogą nas zwodzić, i nie być odpowiednio dobrane. Myśli są zintegrowane z ciałem. A ciało czasem wie więcej niż nasz rozum. Więcej czuje, daje nam znać bólem gdzie są jego granice wytrzymałości, a gdzie można je przekroczyć, by zdobyć nowe zasięgi. Przeżywamy ciałem, odpoczywamy nim, i żyjemy nim na tyle, na ile ono nam pozwala, i na ile my naszą siłą woli zmusimy je wysiłkiem do coraz większych osiągów lub do wycofywania się z życia. Opisałam swoje przemyślenia wtedy w taki sposób:

PRZEDMIOT NIEOCENIONEJ WARTOŚCI – recenzja Sopockiego Teatru Tańca (felieton)

Teraz, po kilku latach, Joanna Czajkowska nawiązując do tamtego spektaklu, wyreżyserowała spektakl nawiązujący bezpośrednio do poprzedniego konceptualnie „Introspekcja. Przedmiot nieocenionej wartości” – dwuczęściowy projekt solowy wystawiony online ze względu na okoliczności pandemiczne, w którym mierzy się z tym, czego dotąd dokonała. Premiera online miała miejsce 27.03.2021 r. Obie części spektaklu dają wrażenie instalacji artystycznej, gdzie sama reżyserka i jej emocje występują w rolach głównych. W pierwszej części oglądamy „Przedmiot nieocenionej wartości” razem z reżyserką, znajdując się z nią na widowni, patrząc na scenę, jak i na samą reżyserkę, na emocje jakie wywołuje w niej oglądany spektakl, i na interpretację tego, co sama przedstawiła. Jak patrzy na to, co chciała zaprezentować, jak smuci, czy cieszy, wraz z tym, czym sama chciała innych wzruszać, czy poruszać. Jak emocjonalnie czuje to co jest grane na scenie, i tym żyje, i jak to ją porusza zarazem poruszając jej ciało  w rytm tego, co się dzieje na scenie, bo ciało przeżywa, bo ciało pamięta, bo ciało jest nośnikiem naszych przeżyć i wspomnień.

„Przedmiot nieocenionej wartości”, tak samo jak i „Introspekcja” traktuje o wartościach. Poprzez nagość ciał ustawionych jak antyczne posągi odczuwamy, że przekazywana jest nam prawda o ciele ludzkim, o ideałach, które stanowią kanon piękna i dążeń ludzi, zarazem wyzwalając w nas dobro, pozytywne uczucia, chęć dążenia do tego, co piękne, dobre i prawdziwe  – do ideału. Zawsze odnosimy się do jakiejś idei tworząc własną prawdę. Pragnienie dobra drugiej osoby jest miłością. Jeśli pragniemy jakiegoś dobra dla jakiejś idei, pracujemy nad przedstawieniem przedmiotu swojej miłości. Czajkowska przedstawia taniec wyrażany ciałem jako ukochany przedmiot: przedmiot nieocenionej wartości.

Druga część to solowy występ reżyserki, podczas którego tym razem nie inne aktorki, a ona sama zaprasza nas do obejrzenia spektaklu, zapewniając tym samym, że na scenie przedstawia prawdę. Ta nagość nie jest pornograficzna. Ona jest piękna w swojej czystości. Podkreślona pięknie światłem i półcieniem, pokazuje własną otwartość i poświęcenie swojego ciała na rzecz idei: TAŃCA. Ta część stanowi monolog artystyczny, czyli introspekcję, która jest niedocenianą formą przekazu, bazującą na zanurzaniu się we własne myśli. Czajkowska szuka odpowiedzi emocjonalnej na to, co dotąd przedstawiała ciałem swoim i innych aktorów podczas reżyserowania „Przedmiotu nieocenionej wartości” próbując odnaleźć wartości przyświecające jej tanecznej pasji.

Zadaniem kultury jest przekazywanie wartości, i jeśli tego nie robi jest powierzchowna, i nie wnosi niczego do rzeczywistości. Joanna Czajkowska przedstawia swoją miłość do tańca, i tak jak w miłości – zaangażowała się w taniec całą sobą, zaznajamiała się z tańcem od postaw, poznawała jego historię, i stosowała różne techniki w swoich wystąpieniach, wplatając w tradycyjny styl, różne innowacje. I poprzez to rozwija kulturę. Składową miłości poza zaangażowaniem jest intymność. Joanna Czajkowska nie traktuje powierzchownie tańca, ona wnika umysłem w strukturę ciała i przedstawia to, co czuje i myśli poprzez świadome prezentacje tego, co może być ciężkie do zwerbalizowania. Z jej układów można czytać filozofię miłości – miłości do tańca. Przedstawiając własną nagość zaprezentowała własną szczerość i intymność, którą odkrywa na scenie poprzez ciało, pragnąc podzielić się z widzami swoją wrażliwością. Kolejną składową miłości jest namiętność. To ona często rozpoczyna stan zakochania, ale po pewnym czasie może się wyczerpać. Mam wrażenie, że jesteśmy świadkami, jak Czajkowska czuje, że jej namiętność wygasa. I to nie z przyczyny samego obiektu jej miłości: czyli tańca, ale okoliczności jemu towarzyszących, czyli trudności w wyrażaniu tej miłości, pracy z tańcem, niemożliwości poświęcenia się jemu w taki sposób, by nie był solowym wyrazem smutku nad tragiczną obecnie sytuacją tańca w świecie w ogóle. Tak jakby idea tego pięknego środka wyrazu umierała zarażona koronawirusem. Pocieszające jest to, że miłość może trwać opierając się na intymności i zaangażowaniu, mając w pamięci namiętność. A Czajkowska pamięta ją, pokazała nam to w pierwszej części „Introspekcji”. Ta namiętność moim zdaniem się tli, jest tylko teraz przywalona ciężarem panującego na świecie wirusa, oraz niekończącymi się biurokratycznymi formalizmami, które odbierają chęci kochania czystą miłością.

Ludzie często pytają innych o odpowiedzi na najtrudniejsze pytania dotyczące egzystencji, sami tak naprawdę znając prawdę, lecz bojąc się sami w siebie słuchać, dokonywać tego dialogu wewnętrznego. Wolą pozbyć się odpowiedzialności za własne czyny odnajdując ją w jakichś zasadach, czy podpowiedziach znalezionych gdzieś na zewnątrz, które niekoniecznie współgrają z wnętrzem interlokutora. W naszej pandemicznej rzeczywistości ten przystanek na zastanowienie nad sensem jest bardzo potrzebny. Jesteśmy teraz w centrum zmieniającej się rzeczywistości. Nie sposób obecnie gnać dalej, udając, że nic się nie zmieniło w dotychczasowym świecie. Każdy kto spojrzy na reżyserkę przeżywającą efekt swojej pracy, a następnie przestawiającą swoją własną osobistą wersję wcześniej przedstawianego obrazu, zastanowi się, co sam osiągnął dotąd, i jak zmieniło się jego podejście do życia. Introspekcja jest zaraźliwa. Włączamy swoją refleksję, zarażając się nastrojem medytacji panującym w „Introspekcji” w której jakby zahipnotyzowana reżyserka odpowiada sama sobie na najważniejsze pytania dotyczące sensu tańca, który dotąd stanowił sens jej życia. Czajkowska przełamuje grę pewnej siebie kobiety nagle okazywanym wstydem i smutkiem. Pokazuje swoją ludzką, a nie tylko aktorską twarz. Odsłania źródło swoich inspiracji, ukazując drogę jaka ją zawiodła do tańca. Pokazuje, że jej życie taneczne ma głębokie korzenie, opowiada o swoich nauczycielach, którzy wynieśli to co potrafią, od poprzednich nauczycieli, dodając jednak jakąś dodatkową treść od siebie.

Opowiada przyjmując humorystyczny, choć zgorzkniały ton nawiązujący do filmu „Dzień świra” o miłości do tańca, która nie jest łatwa, i o innych uczuciach towarzyszących jej poświęceniu dla pasji. Czajkowska podsumowuje swoją pracę sceniczną, rozmawiając sama ze sobą. Narzeka na biurokrację, na to, że nie może czuć tylko czystej miłości do tego co kocha, bo jest to przykryte innymi obowiązkami zupełnie nie związanymi z tańcem. Wyraża złość na tę sytuację, w której potyka się o problemy, co później pokazuje tańcem, prezentując symbolicznie swoje spektakle jeden za drugim jako wejście na scenę, walkę, zejście z ukłonem, i tak wiele razy, w podobny sposób, choć z inną siłą. Pierwotnie chciała pokazać dokładnie 23 wyjścia sceniczne, żeby symbolicznie pokazać ilość lat istnienia STT, a sama ta liczba ma ciekawy wymiar ezoteryczny, co czy na to patrzeć sceptycznie, czy nie, doskonale pasuje do sytuacji Sopockiego Teatru Tańca – bo jest to anielski numer, który nakłania by korzystać z naturalnych talentów i kreatywności, aby wprowadzić szczęście do życia swojego i innych. Za każdym razem kłania się z coraz mniejszą pewnością siebie, jakby traciła siły, jakby jej droga, choć zaprowadziła ją daleko, męczyła ją i sprawiała jej ból. Ubrana w niewygodny płaszcz, zakrywający całe jej ciało, który w „Przedmiocie nieocenionej wartości” nosił Jacenty Krawczyk, ukazywała swoją niewygodę i brak swobody ruchów w symboliczny sposób nawiązując do swojej niemożliwości rozwinięcia skrzydeł, braku środków na teatr, i samotność w swojej walce o doskonałość jej teatru. Spektakl ten nawiązuje konceptualnie do „Przedmiotu nieocenionej wartości”, jednak już nie napawa takim optymizmem dotyczącym doskonałych możliwości ciała. Możliwe, że Czajkowska nawiązuje tu do zmiany nie tylko tańca, ale i ciała pod wpływem wieku, który nieuchronnie wpływa na nasze siły w dążeniu do doskonałości. Introspekcja dookreśla stosunek do rzeczywistości, do tańca i ukazuje lęk przed tym, że ta miłość może pójść na marne. A nikt nie chce kochać na darmo. Czajkowska kocha taniec, i zdaje sobie sprawę, że za bardzo, bojąc się, że ta miłość może nie mieć sensu. Podejrzewam, że na jej obiekcje względem sensu poświecenia się tańcowi, wpływają nie tylko kwestie biurokratyczne, ale i same realia w jakich teraz żyjemy: pandemia, która też wpłynęła zarówno na kulturę, czy też na jej niszczenie, które szczególnie przeżywają osoby ją tworzące, jak i na nasz stan ducha, opadły, i poddający się chorobie. Możliwe, że pandemia zweryfikuje wiele idei, które mogą ulec zniszczeniu i przejść do historii, jako nieodpowiednie w nowej, niebezpiecznej rzeczywistości. Ciało niestety jest śmiertelne, i ma swoje granice wytrzymałości, a teraz te granice się bardzo zawęziły, i uległy wielkim restrykcjom. Żyjemy w czasach, gdzie dotyk jest zabroniony, oddech oddalony, w których zamieniamy się w awatary, a wiele idei przedstawianych wirtualnie nie daje takich przeżyć jak wtedy gdy możemy czegoś doznać oglądając i przeżywając na żywo.

Radosny akcent nadaje muzyka klasyczna, co może świadczyć o tym, że tradycja i idee, do których dążymy, napawają nas nadzieją. Ta muzyka zaprasza nas do tańca, a ten ostatecznie okazuje się być pokazem walki i prezentacji sił tej pozornie kruchej osoby, która kocha tańczyć, ale zamiast tego musi ciągle walczyć. Jest to symbol walki o przetrwanie, przeszywanej okrzykami rozpaczy, ale i zachęcającego do boju, pokazując postawę upartego dążenia od jednego spektaklu do kolejnego. Tworzenia czegoś z czegoś innego, podobnego w swojej formie, a jednak zawsze wnoszącego coś nowego. Nowoczesna muzyka transowa autorstwa Mariusza Noskowiaka, wprowadza rodzaj niepokoju, tak jakby nasz rozwój – dodawanie do tego, co zastane, innowacyjności, wcale nie nadawało nam łatwości w tym, co robimy, a właśnie napawało nas lękiem w swoim pędzie ku doskonałości, coraz trudniejszej do osiągnięcia. Gra aktorki wzbogacona jest wizualizacjami, nawiązującymi do poprzedniego przedstawienia: przedstawiającymi ciało jako przedmiot, rozebrany na części pierwsze: żyły, krew, i inne wnętrzności, które zamknięte w naszym skafandrze – ciele, w całości prezentują coś przepięknego mimo swego wewnętrznego nie-piekna. Ciało jako idea, dla której warto walczyć o doskonałość, o wieczne polepszanie, mimo bólu i zmęczenia ciągłym wysiłkiem.

***

Kilka dni po premierze „Introspekcji”, Joanna Czajkowska zażartowała publicznie z okazji Prima Aprilis, że jej teatr został Instytucją Kulturalną. Wszyscy gratulowali jej i Jacentemu, bo to jest tak realistyczne, mimo trudnych czasów, i wszyscy tego życzą Asi i Jackowi, że naprawdę czekaliśmy na to jak na objawienie prawdy, a nie gorzki żart, i niezrealizowane marzenie zawieszone w swoich możliwościach.

Mam nadzieję, że kolejna introspekcja reżyserki doprowadzi ją do łez, ale szczęścia, a nie smutku. I że jej marzenia w końcu się spełnią. I że nigdy nie przestanie dążyć do doskonałości. Bo samo dążenie jest najpiękniejszym pokazem siły, która zaraża innych, i pomaga wszystkim walczyć ze słabościami i z tym co nas niszczy. Mi bardzo pomógł ten teatr zagłębić się w siebie, i znaleźć tak głębokie myśli, których nie odkryłabym bez obejrzanych tam występów. Dziękuję za Waszą nagą prawdę!

INTROSPEKCJA. Przedmiot Nieocenionej Wartości
Część 1
koncept, wykonanie: Joanna M. Czajkowska
kamery i montaż: Piotr Czarnecki
światła: Mateusz Gierc

Część 2
koncept, reżyseria, wykonanie: Joanna M. Czajkowska
muzyka i udźwiękowienie: Mariusz Noskowiak
nagrania video: Piotr Czarnecki
wizualizacje, projekt plakatu: Katarzyna Teresa Turowska
kostium: Adam Królikowski
reżyseria świateł: Mateusz Gierc

konsultacja: prof. Ewa Aleksandra Wycichowska

rejestracja spektaklu: Piotr Czarnecki

W spektaklu zostały wykorzystane fragmenty wywiadu z tancerzem Opery Bałtyckiej, pedagogiem i choreografem Marcelim Żędzianowskim (17.07.1932 – 11.06.2014), zarejestrowane w marcu 2014 roku.

 

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.