Twój stracony czas…

Jestem twoim straconym czasem.
Czymś, o czym chcesz zapomnieć,
jak o bólu, który nam dolegał.
Którym nie chciałam cię przecież zarazić,
a jednak… (…)

Może zostałam chociaż echem płaczu.
Echem wdechów i wydechów,
gdy nie mogłam złapać oddechu.
Pewnie też i echem śmiechu.
Którym łamałam zasady smutku.
Z którym nie umiałam się pogodzić.
Z którego tak bardzo pragnęłam.
Wyjść. (Z tobą…)

Ale to ty wyszedłeś. (Ze mnie.)
Zostawiając mnie. (Całą w nim…)

Może jestem na spacerze w lesie z tobą. I twoim psem.
Podskakuję podśpiewując bawiąc cię tym. Jak twój pies.
Albo na balkonie, gdy patrzysz na niebo popijając piwem
jakiś niesmaczny dzień. Jakiś nijaki kebab.
Jakieś skomplikowane sprawy. I sałatki z ogórkiem.
Tuż obok. Z moim ciągłym pocieszeniem. Z głupimi radami.
„Jaki sos dodać do kebaba, żeby był lekkostrawny,
i że lepiej nie mieszać ogórków z piwem,
gdy nocą chce się dobrze zapomnieć dzień.
Tak, żeby się nie odbijało.”

Może też czasem, gdy zamykasz oczy przytulając. Dotykając. Wąchając.
Znajdujesz mnie w niej.
Albo nawet w głębi jej oczu, gdzieś na dnie, dostrzegasz głębię moich.
W której było ci. (Za ciężko.) Oddychać.
Z której pragnąłeś. (Szybko!) Wyjść.

Myślałeś, że gdy stanę się twoim zapomnieniem,
ty staniesz się moim. 
A na moim dnie – tu, gdzie tonę w smutku.
Widzę tylko ciebie. Z nią.
Na brzegu pełnym pięknych drzew.
(O które można się oprzeć. Całując.)
I miękkiego mchu.
(Na którym można leżeć. Kochając.)
Na brzegu moich marzeń…

Photo by Ryan Moreno on Unsplash

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.