Kupię ci kawę, jak ty kupisz kuźwa moje dildo

Nie umiałam się zdecydować na „patronite” ani na „kup mi kawę”, bo to do mnie jakoś nie trafia. Uznałam, że pisać to ja mogę za darmo, bo dziwnie jakoś mi tak żebrać i prosić się o wsparcie finansowe moich wynurzeń. Zamiast tego weszłam w biznes dildowy i jajkowy z moim bratem (OhStone), bo zafascynowałam się światem kamieni. I wiem, że mamy świetne źródło i sprowadzamy najszlachetniejsze kamienie zza granicy bezpośrednio, dzięki czemu ceny jak na tak ekslluzywne produkty mamy spoko. I polecam, i podpisuję się pod tym sklepem, choć wiem, że powinam zmodyfikować stronę i trochę zadbać o marketing, bo niektórzy nie są pewni jakości i kupują dużo droższe produkty, które mają znaną markę. Planuję dorzucić plakaty z jakimiś tam cytatami z mojego pisania. (…)
Zdarzają się takie sytuacje, że ktoś prosi mnie o udostępnianie na fanpagu na facebooku zbiórek, albo informacji o wydarzeniu. Rzadko to robię, bo straciłabym całkiem zaufanie ludzi do tego co publikuję i stałabym się spamiarą nie do zniesienia. A ta strona matkowa miała być takim fanem mieszanym na smuteczki. Nie reklamą czegokolwiek, czy naciąganiem na cokolwiek. To, że staram się rozruszać sklep OhStone to tak przy okazji i bez większego mam nadzieję narzucania się. Bo sama nie lubię takiego wdeptywania w kupę „reklam” kiedy w coś wchodzę. Kiedy wydaje mi się, że mogę sobie bezpiecznie połazić po czyimś polu. Bez takich atrakcji jak otrzepywanie się potem z tego, w co wcale nie jest miło wleźć. Co śmierdzi obłudą. Strona moja ma odzwierciedlać mnie. Moje radości i smutki. Jak podoba mi si jakaś strona, czy mem, czy piosenka, czy film, czy cokolwiek, lubię się tym dzielić z innymi.

Raz postanowiłam udostępnić tekst z grupy jakiejś osoby, która mnie poprosiła o podpromowanie jej. Uznałam, że skoro to o przemocy, zrozumieniu jej tematu i jej przeciwdziałaniu, to złamię swoją zasadę i wrzuciłam zupełnie nie mój tekst nowopowstałej grupy, żeby ktokolwiek to przeczytał. Bo każdy zaczyna od zera lajków, i uznałam, że warto wspomóc taki temat. Później zagadałam tę osobę wspominając co sama wiem na tematy przez nią poruszane, ot tak po koleżeńsku. Jednak osoba ta napisała mi, żebym „kupiła jej kawę” to pogadamy… I pomyślałam: że co KURWA?? Że znów, jak zawsze jestem w pozycji żebraczej, poddańczej, uległej? Bo z moim ADHD i związanym z nim kompleksami i zaburzeniem zależnym osobowości, z którym zamknęłam się w domu, żeby już nikomu nie podlegać, a tu kurwa nawet gdy komuś robię przysługę, okazuje się, że HALO, HALO, zapłać najpierw 5 złotych (czy tam ileś) żeby pogadać.

Serio odechciewa mi się rozmawiać z ludźmi. Serio nie rozumiem, czemu wszyscy patrzą na siebie na potencjalnym nawet nie tyle kupców, czy odbiorców tego, co robimy, ale FRAJERÓW.
Jestem może i naiwna jako ADHDowiec. Mam cholerne zaburzenia lękowe, z którymi walczę od kiku lat, i dopiero po lekach dostrzegam, ilu rzeczy/ludzi/sytuacji się bałam, nad którymi się zastanawiałam godzinami, co z nimi zrobić/jak z kimś rozmawiać/jak coś załatwić/zaplanować pracę/wakacje/święta/szkołę dzieci… I mam już dość ludzi, którzy czują się wyżsi stopniem od innych. Którzy zdobywają szczyty tylko przez to, że noszą nos tak wysoko, że ich dosigają łatwiej, niż ci, którzy jak ja mają nos skierowany w dół, i myślą, że nie zasługują na te szczyty. Nie rozumiem jak może nie być innym wstyd, gdy piszą tylko po to, żeby osiągnąć z tego kasę. A nawet nie rozumiem jak można sprzedawać rzeczy tylko z taką myślą, że się ma z tego zyski. Myślę, że najważniejsza powinna być satysfakcja, że sprzedajemy dobre produkty, i że możemy być z nich dumni. I że czujemy takie wewnętrzne zadowolenie z tego co robimy, a nie z tego, że nabraliśmy innych, że coś jest warte swojej ceny.

Jeśli tworzymy coś w necie, i jesteśmy przez to dostępni online, to do kurwy nędzy, serio nie rozumiem jak można odpowiedzieć komukolwiek, że ma zapłacić za „wirtualną” kawę, żeby ten ktoś znalazł pięć minut na wymianę zdań. Ja się wypisuję z tej rzeczywistości. Nie znoszę takich „influencerów”! Bleah!!! Bo nie umiem zdzierżyć lanserów, którzy myślą, że pozjadali wszystkie mózgi, i są godni opłaty za każde swoje pięć minut. Mogłam odpowiedzieć tej lasce, dobra kurwa kupię jej tę pitoloną kawę, jeśli za to ona kupi moje dildo. Ale dopiero później na to wpadłam. Bo jednak najpierw mnie zatkało. I zatykają mnie codziennie takie osoby. Dzięki którym tym bardziej trzymam się swojej decyzji unikania ludzi. Wolę zamknąć się sama w swoim domu z moimi dildami i własną kawą, o której kupienie nigdy nikogo bym nie chciała się prosić.

Photo by Gabriel Silvério on Unsplash

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.