Nie oddawajcie się nigdy do końca

Mało się odzywam ostatnio, bo ledwo żyję. Czuję, że tonę w probemach, i ciągle próbuję złapać powietrze. Jest mi już obojętne, czy wyglądam na szaloną. Mój obecny stan teraz to walka o przetrwanie. Najgorsze gdy nie można nawet przyznać, co się dzieje, bo wstyd i lęk blokują przed powiedzeniem głośno, że jest źle. Ciekawe doświadczenie też być zastraszanym i wydrwionym przez osoby, którym bez sensu poświęciło się ileś lat życia i przy okazji ileś kasy, czy jakichś innych zysków, dla których okazało się, że te osoby jedynie się trzymały przy twoim boku.
Nie oddawajcie się innym do końca, ani nie dzielcie się tak łatwo sobą. NIE WARTO. Mi powoli odrasta skóra po wielu ranach. I dopiero teraz zaczynam walczyć o to, by nikt jej już nie zdrapywał. Nawet jeśli głośno ostrzegam, żeby mnie nie dotykać, i nawet jeśli wołam o pomoc, i nawet jeśli wychodzę przy tym na wariatkę, najważniejsze, że wreszcie przynajmniej czuję się silniejsza. I mam gdzieś, czy ktoś naciska moje słabe punkty. Bo ja już umiem krzyczeć, gdy boli odstraszając i obrzydzając tych, co lubią sprawiać ból. I to jest moja siła. Nawet jeśli dla wielu jest to oznaka szaleństwa.

Photo by Davide Manzini on Unsplash

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.