Tak bardzo na to czekałam. Aż będą otwarte lasy, dostępne plaże. Jak na sygnał, że to wszystko się skończy. Ta cała nienormalność, panika, niedostępność ludzi. Jak na dzień, w którym będę skakać z radości. A ja nie miałam dzisiaj siły nawet wstać. Zaraz po onlinowych lekcjach chciałam wyjść, ale dzieciaki jęczały, że „nieeeee, nie chce im sieeeee”. No to nieee (…)
Dzień 39-ty. Od jutra lasy i plaże dostępne!
– Mamo!!! Dzisiaj od dwudziestej zero cztery można wchodzić do lasów i na plażę!!! Właśnie dostałam takiego smsa!
– Dziwne. Przecież podobno od jutra. Aaaaa!!! Nie od dwudziestej cztery, tylko od dwudziestego kwietnia! Kwiecień to czwarty miesiąc…
A już byłam gotowa iść, gdyby mnie to „cztery po” nie zdziwiło 😉
Photo by Brian Gordillo on Unsplash
37 dzień? Czy to czwartek, piątek, święta, czy majówka?
Jest mi już zupełnie obojętne jaki dziś jest dzień. Święta zleciały jakby ich nie było, a każdy dzień przypomina poprzedni. Za kilka dni moja mama skończy 70 lat. Będzie wtedy sama, 400 kilometrów ode mnie. Tak jak codziennie. Ale nie rozpacza nad tym. Mimo, że planowaliśmy rodzinną imprezę. Stara się być po prostu dzielna, tak jak każdy z nas teraz powinien (…)
36 dzień – od dziś obowiązkowe maski
Oczywiście, że wyjdę z dzieciakami. One potrzebują spaceru bardziej niż psy. A moi sąsiedzi pod nami jeszcze bardziej. Dopytują się w smsach, czy hoduję dzieci na cyrkowców. Oraz informują, że wiedzą, że nie radzę sobie z wychowaniem dzieci, więc chętnie wezwą pomoc społeczną. Miło, że tak się o mnie troszczą, mimo że sami nie mają dzieci. Milusio (…)
WIELKI PIĄTEK PANDEMICZNY – czyli droga krzyżowa przez gotowanie
Upiekłam z dzieciakami po raz pierwszy w życiu chleb! Ow yeah, ow yeah, ow yeaaaaah! Najpierw wyszukałam takiego przepisu, który nie powodował palpitacji serca (rozgnieć ciasto piętnaście minut, potem czekaj pótorej godziny, znów rozrób, znów czekaj 1,5 godziny… – no ja pierdolę, nie samym chlebem człowiek żyje!) (…)