Boję się, że postawiłeś na mnie krzyżyk. Aż kawa, którą popijałam tę myśl, stanęła mi w gardle. Bo co jeśli już nigdy nawet nie pomyślisz o mnie dłużej niż sekundę? Calkiem jak o psie miniętym rano na spacerze, na którego zernąłeś tylko po to, żeby stwierdzić, czy nie jest przypadkiem agresywny. Albo tyle co o pogodzie sprzed roku, gdy zastanawiałeś się jakie buty założyć na spacer. Albo o koleżankach ze szkoły, nawet nie z klasy, tylko jakichś takich spotykanych na korytarzach, które obczajałeś z koegami zastanawiając się, którą warto przelecieć, i która byłaby najłatwiejsza. Ale o kórych nigdy nie myślałeś dłużej niż było to konieczne. Zakrztusilam się tą kawą z lęku przed tym, że nie ma miejsc na mnie w twojej pamięci, więc nie ma też miejsca na mnie na tym świecie. Bo tylko w twoich oczach czułam, że mam swoje prawdziwe znaczenie. Ale ty już na mnie nie patrzysz, i nie chcesz mnie już nigdy widzieć. I skoro zasluguję na usunięcie moich zdjęć, wykasowanie mojego numeru, chcę już całkiem odejść ze wszystkich innych fotografii, i ze wszystkich innych list adresowych i telefonicznych wszystkich innych ludzi. Nie chcę już odbierać telefonów, jeśli już mam nigdy ciebie nie usłyszeć. Nie chcę już być niczyim innym wspomnieniem, jeśli nie mogę być w pamięci jedynej, w jakiej chciałam być NA ZAWSZE. Dławię się tą kawą, która może być moją ostatnią. Jak ostatnia o mnie twoja myśl. Gorąca i gorzka. I z fusami… Których ty nie znosisz, a ja się nimi karmię od zawsze, i ssę ich gorycz zawsze póki calkiem jej nie pochłonę aż do ostatniego ziarenka. Żeby zrozumieć jej głębię. I dotrzeć do samego jej dna…