MATKA to też KOBIETA

mama syn

Z tym blogiem to było tak, że nie wiedziałam gdzie ulokować swoje macierzyńskie radości łamane na złość związaną z tym, jak to macierzyństwo jest często traktowane. Matkom często się zarzuca, że sobie szczęśliwie leniuchują w domu. (…)

One czują, że powinny szybko wrócić do pracy po urodzeniu dziecka nawet wbrew sobie, żeby tylko inni nie myśleli, że są bez ambicji, i że bez sensu studiowały, i robiły karierę, skoro nagle podoba im się karmienie piersią i uczenie pierwszych, prymitywnych słów dziecka, które przecież jeszcze nie jest zbyt inteligentne.

Motała mną złość na ten sposób pozycjonowania matek. Ale w końcu miarka przebrała się, gdy po iluś latach ciąż i karmień po trojce dzieci zaczęłam wychodzić z innymi mamami na imprezy. Chciałam odżyć, ale niektóre osoby zażyły mnie swoją postawą. Poczułam drwinę, i zrozumiałam między rzucanymi spojrzeniami oraz półsłówkami tkwiące zarzuty: co my w ogóle robimy, czemu nie usypiamy naszych dzieci, czy nam się w dupach poprzewracało, i czy my chcemy się kurwić, czy my jesteśmy tak prymitywne, że za dnia będąc sprzątaczkami i kucharkami oraz guwernantkami naszych dzieci, nagle chcemy błyszczeć wśród kolorofonów? Przecież to jest zarezerwowane dla zajebistych lasek robiących zajebistą karierę, a nie Matek, kurwa, Polek. I jak my śmiemy tańczyć z innymi i chcieć innym się podobać? Przecież powinnyśmy się kurwa teraz domem i dziećmi zajmować. Tak, 24 na dobę, i do usranej śmierci. Kopciuszki for ever.

Gdy wyczułam to wykluczenie, stwierdziłam, że muszę to wyrzygać w odpowiednim miejscu. I że na pewno znajdę więcej sfrustrowanych mam, które chcą być też kimś innym, a nie tylko suką z przyssanymi do piersi oseskami.

Dodatkowo mierziły mnie postawy negujące zachodzenie w ciąże karierowiczek korporacyjnych. Słyszałam nie raz teksty o matkach-wyłudzaczkach, leniwych, bez ambicji, siedzących z dziećmi w domu, albo już nawet w ciąży, i oczekujących kasy za sam fakt, że chcą mieć dziecko. Które oczywiście są wielkim ciężarem dla swojego partnera, dla którego z pewnością nic nie znaczą, skoro są „nikim” i prędzej czy później on ją zdradzi/zostawi, a ona na pewno go oskubie z kasy, i będzie taka szczęśliwa. Bo jest taką kurwa zołzą, której sens życia to naciągnięcie facetów na kasę, a związek z kimś był na pewno oparty na w szczwany sposób zaplanowanej ciąży.

Jeszcze na dodatek nasz boski rząd myślał, że zdobędzie serca wszystkich Matek Polek rzuconą im jałmużną w postaci 500 plus, wypominanymi im przez wielu, no bo co my za to sobie kupujemy. Pewnie chlejemy za to, i paznokcie sobie za to doklejamy. Normalnie żyć, nie umierać! Szczerze te pieniądze stają mi w gardle, i je też chciałam wyrzygać, bo nie jestem kurwą, żeby mi płacić za seks, ani nie jestem kurwą, żeby mi płacić za rodzenie dzieci. Bo ja nie robię przysługi komuś uprawiając seks, ani rodząc dzieci, tylko robię to z własnej potrzeby – hormonów i serca. I tyle.

Kto ma zrozumieć, że „kurwa” w nazwie bloga jest cyniczna, ten zrozumie, kto nie, ten będzie po mnie jeździł. Ja sama długo motałam się z tą nazwą, bo nie chciałam by nazwa mojego bloga stała się moim alter ego. Ale czułam, że nie wyrażę inną nazwą tej kupy emocji i buntu wobec wymogów społecznych.

Na szczęście człowiek po człowieku, no i matka, za matką, w tym najbardziej zaniedbane w tym kraju i niedocenione matki niepełnosprawnych dzieci, doklejały się do tego bloga, co mi dawało wiarę w to, że warto wyrażać nasze rozgoryczenie łamane często śmiechem. I wiadomo, że w dzisiejszych czasach każdy chce się czuć spełniony na tle nie tylko domowym, ale i zawodowym, więc tym, które wybierają poświęcenie dzieciom należy się szacunek. I ja o ten szacunek walczę. Oraz o wolność: wolność słowa i wolność wyborów.

Każdy ma prawo śmiać się z różnych rzeczy, i opowiadać najsprośniejsze żarty. I nam mamom też wypada lubić taniec, a także seks, i czasem mamy prawo zabawić się na maksa. Nie chcę się czuć jak służba, która dorwała się do stołu swoich panów, gdy idę na imprezę. Poza tym nam też wypada zmieniać partnerów, jeśli nie jesteśmy z naszymi szczęśliwe. Bo nie jesteśmy na nikogo skazane, ani od nikogo zależne. Jesteśmy wolne! Należy nam się prawo do decydowania o własnym losie.

W Polsce mało się mówi o syndromie matek siedzących w domu, bo wstyd o tym mówić. A ja chcę pokazać, że o niczym nie jest wstyd opowiadać. Wstyd to olewać problemy innych. A matki siedzące w domu  to często osoby z depresją, bez sił robiące codziennie to co wymaga nadzwyczajnych sił. Matki nie muszą zawsze szczebiotać o własnych dzieciach, mają też prawo ponarzekać, czy postękać. Bo ta radość z macierzyństwa jest okupiona wielkim zmęczeniem, i często upodleniem, a także poczuciem winy, że nie jest się wystarczająco dobrą mamą, co w naszym kraju jest wymogiem społecznym.

Ten blog ma dawać przestrzeń matkom na wyrażenie swojej naturalności, na bycie nieperfekcyjną matką, która ma prawo dawać upust swoim emocjom, rządzom, potrzebom, i nie zamykać się w ciasnym pojęciu „Matki Polki”. Bo MATKA, to nie jest tylko MATKA KURWA POLKA. To też po prostu KOBIETA! Która mocno kocha swoje dzieci, ale to nie wyklucza się z tym, że dba też i o inne sfery swojego życia. I dzieci oraz partnerzy tych kobiet powinni docenić, gdy dba ona o własne szczęście. Bo wtedy tym szczęściem może ich obdarowywać.

I fajne jest to, że znalazło sie tu też wielu facetów, którzy cieszą się, że nie muszą się krępować żartów nawet najmocniejszego sortu. Że nie wszyscy nas spychają na niziny społeczne i nie dają dojść do głosu. Niektórzy nas słyszą i rozumieją. I kto jak kto, ale matki potrafią odwdzięczyć się za to największą miłością.

 

Photo by Bethany Beck on Unsplash

 

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.