Znajdę sobie wreszcie miejsce

Ostrzegam, że to odjechany w smutek tekst, ale chcę ukazać na przekór tematowi taką myśl, że nawet jeśli się kogoś utraciło w tym życiu, to jeszcze jest jakieś POTEM. Pachnące kwiatami, pachnące nadzieją… Kiedyś nad wszystkim będą szumiały tylko wierzby, wtedy gdy już nie będzie nas roznosić żadna tęsknota…

Nie widziałam cię już dwa lata. Ale wspominam cię codziennie. Nie mówię już nikomu o tym, jak bardzo tęsknię za tobą, żeby znów nie słyszeć porad zamiast słów zrozumienia, gdzie to ja nie powinnam się udać na terapię i najlepiej jeszcze od razu po tabletki na zapomnienie i odczulenie. Nie chcę już więcej słyszeć, że „powinnam już dawno o tobie zapomnieć”, „iść do przodu”, „poszukać kogoś lepszego”. Bo nie chcę szukać już miłości, skoro już ją znalazłam. Nawet jeśli ty jej nie odwzajemniłeś… Bo miłość to nie garnki, które można wymienić, gdy się przypalą lub przedziurawią. Lepiej jest mi kochać ciebie nawet z daleka od ciebie, niż wcale. Jedyne co chcę teraz, to znaleźć to miejsce, w którym myślę, że kiedyś mnie odwiedzisz. A może i w nim zamieszkasz… Chcę w to wierzyć, bo tylko to trzyma mnie przy nadziei, że warto kochać mimo wszystko. I mimo wszystkim – tym sprzeczającym się z moim chorym i irracjonalnym romantyzmem. (…)

Continue Reading

Czy tam gdzie jesteś spadają takie same gwiazdy?

Nie szukaliśmy siebie wcale, a jednak się odnaleźliśmy. Szłam z kubkiem kawy z Costa Coffee, gdy ty stanąłeś na mojej drodze za rogiem kiosku pomiędzy Domami Centrum. Trzymałeś w ręku gazetę i patrzyłeś w swoje buty jakbyś próbował znaleźć w nich siłę na poruszenie nogami. Jakie to niemądre z naszej strony, że szukamy powodów do chodzenia w przedmiotach, do których posiadania też przecież musimy dużo się nachodzić. Jakbyśmy nie mogli kontemplować ich posiadania siedząc spokojnie w jakimś wygodnym miejscu. Na trawie, albo piasku, sycąc wzrok, węch, dotyk i smak posiadaniem w ręku kawy, czy gazety, czy czegokolwiek innego, bez szukania dalszego celu, do którego te przedmioty miałyby nas jedynie prowadzić.

Najpiękniej jest znajdować swoje cele tak jak znajduje się spadające gwiazdy na niebie, po prostu patrząc w nieboskłon, nie biegając za nimi, a czekając aż na nas same spadną. I ja właśnie szukałam nieba za twoimi pochylonymi plecami, i dostrzegłam to twoje zagubienie się w tym właśnie miejscu i zatrzymało mnie ono. To wtedy postanowiłam ciebie znaleźć, a ty postanowiłeś znaleźć mnie. Gdy poczułeś, że się tobie przyglądam, przeniosłeś swoje spojrzenie ze swoich butów na mnie. Od razu zapragnęłam pomóc ci stanąć prosto, żeby nic cię nie bolało. Miałam wrażenie, jakbym skądś cię znała. Całkiem jakbym wcześniej spotkała cię na tej ulicy, albo chociaż w moich snach.

Nie powiedzieliśmy do siebie nawet słowa, ale z oczu wyczytaliśmy swoje historie. I już wiedzieliśmy, że one się tutaj właśnie spotkają. Że nie ma odwrotu. Że nie musimy wymieniać się swoimi numerami, bo one są nam przecież pisane. Że jesteśmy już ze sobą powiązani wspólnym niebem. Tym samym deszczem, słońcem i gwiazdami.

 

Na drugi dzień wcale mnie nie zdziwiło, gdy znów znalazłeś się na tej samej ulicy, i zadałeś mi to samo pytanie, które zadawałam sobie, „czy my się może znamy”. Wyraziłam swoją niepewność co do tego, a zarazem wewnętrzne przypuszczenie, że musieliśmy się gdzieś już widzieć, i to nie tylko wczoraj. Odprowadziłeś mnie wtedy, bo i tak szedłeś w tym kierunku. I odtąd zawsze szliśmy w tę samą stronę.

Aż do pewnego dnia…. Bo zawsze jest taki pewien dzień. Bo zawsze jest jakaś kolejna osoba ze snów lub z ulicy, która może zmienić naszą drogę i odebrać nam współtowarzysza.

 

Gdybym wiedziała, że ten dzień nastąpi, przytulałabym cię codziennie tak mocno, jakbym już nigdy miała cię spotkać. Żeby zrobić zapasy z tego ciepła, którego już mogę w życiu nie zaznać. Jest mi teraz bardzo zimno. Każdego dnia coraz bardziej. Trzeba być zawsze gotowym na gwałtowny spadek temperatury. I codziennie zabierać ze sobą polar i szalik, nawet gdy inni nas zapewniają, że wygląda, jakby było gorąca. Każdego dnia trzeba wekować dobre wspomnienia w słoikach, żeby robić zapasy na samotne wieczory, podczas których pozostanie jedynie rozkoszowanie się starymi zdjęciami, i wspomnieniem uplecionymi z zapamiętanych zapachów i echa wyznań. Słowa trzeba zawsze układać w wiersze, bo rymy nie odchodzą tak łatwo z pamięci, i potrafią opatrywać ostre krawędzie prawdy. I bardzo szczelnie zamykać je wieczkiem, żeby nie uleciał ich aromat.

Czemu mam ochotę gonić za spadającymi gwiazdami, skoro wiem, że przecież same na mnie spadną, nawet gdy wcale nie będę się ich spodziewać? Czemu chcę się znów spodziewać ciebie, skoro postanowiłeś zmienić ulicę, którą codziennie podążasz nie wiadomo gdzie? I… czy tam gdzie jesteś spadają takie same gwiazdy?

 

Photo by Bas Glaap on Unsplash

 

Continue Reading

Nie ważne z jakiego tarasu

Bawiła się własnymi włosami kręcąc je na palcach, czasem tylko odrywając je od nich, by naciągnąć mocniej swoją krótką spódniczkę na nogi, bo zdawała sobie sprawę, że nie zasłania ona za wiele. To nie ten typ osoby, który umie coś ukryć, nawet gdy się mocno o to stara. Cały czas intensywnie wpatrywała się we mnie. Chyba chciała poczuć, czy jak patrzę na jej loki boję się, że mnie tak samo będzie owijać wokół swoich palców. Nie sądziłem, że po tylu latach znów będę miał problem z zapadaniem się w czyjeś oczy. Bałem się ich głębi, bo z nich chyba nie ma wyjścia. Więc zwróciłem wzrok ku ziemi, a ona widząc, że gubię z nią kontakt, dała mi swobodę i sama skierowała oczy ku niebu. Po krótkiej ciszy, w czasie której próbowałem ją zrozumieć bez słów i spojrzeń, wykrzyczała:
„Patrz! Spadająca gwiazda!” (…)
Continue Reading

Pod jednym parasolem

Poznałem ją idąc przez Nowy Świat na przystanek autobusowy. Zobaczyłem ją taką pędzącą szybkim krokiem w deszczu bez parasola, w zmokniętej sukience, z odkrytymi włosami, z których woda ciekła strugami. Wydawała się nie zwracać uwagi na pogodę, ani na to, żeby kryć się przed nadchodzącą burzą. Była tak pochłonięta swoimi myślami, że mogła nawet nie słyszeć na szczęście odległych jeszcze od nas grzmotów. Podbiegłem do niej z moim rozłożonym parasolem, pytając: „Może chce Pani skorzystać z ochrony przeciwdeszczowej?”. (…)

Continue Reading

Moja

Na Zaspie budzi nas zawsze wiatr.
Dźwięk powietrza wprawionego w ponętne szelesty.
Pod szarością jej bloków skrywa wpadające w błękit
odcienie różu i fioletu nieba.
A pod jej wielkimi płytami
trzyma nawet najdrobniejsze sentymenty. (…)

Continue Reading

Ślady Twoich doświadczeń i możliwych przeżyć

Poprosiłeś mnie wczoraj, żebym odkryła swoje ramiona, bo lubisz przyglądać się dołeczkom obok szyi. Dotykałeś ich, sprawdzając jak wiele łez zdołałyby pomieścić. A u mnie są one głębokie, i chyba Ci tym zaimponowałam. Odchyliłam koszulkę i ramiączka od stanika, i patrzyłam w słońce, żeby nie musieć patrzeć ci w oczy, bo bałam się, że nie znajdę w nich pożądania. (…)

Continue Reading

Cieknie z nas mleko, krew i łzy…

Nazwa mojego bloga robi często złe wrażenie. A mówi przecież tylko o szczerej o rezygnacji z chorych ideałów. Nie zliczę osób śmiejących się: „A ty jesteś matką, czy kurwą bardziej?”, albo oburzonych, że śmiem mieszać Matki Polki z błotem, i tak je poniżać. Poniżać??! Czy raczej wyzwalać je z męczących wymogów społecznych, odbierającym im ich swobodę działań, i kształtujących je z kobiet na funkcję: funkcję rozrodczą, opiekuńczą, wychowawczą i kucharską na dodatek. (…)

Continue Reading

Nie mieszasz już mnie ze sobą…

Kiedyś sypałeś na mnie słowa garściami, jak ten piasek teraz, gdy mówisz, że nie możemy się dotykać. Nawet jednym wyrazem. Więc obsypujesz moją rękę małym strumyczkiem piasku swoją zwiniętą pięścią. Jakbyś chciał mnie żywcem zakopać, żebym tylko zniknęła pod nim jak twój sekret. Powinieneś otoczyć mnie jeszcze zerwanymi bratkami i niezapominajkami, i dodać kilka kolorowych kamyczków i różnej wielkości muszelek, a następnie przykryć mnie szkłem, i dopiero wtedy zasypać piachem. Tak żebyś mógł czasem przyjść w to samo miejsce, i odkopać mnie skąpaną w tych kwiatach, kamyczkach i muszlach, byś mógł cieszyć znów mną swoje zmysły. I żeby nikt cię nie widział, bo wiem, że tego nie chcesz. I żebym ja nie wyszła nigdy z mojego legowiska, które najpierw powinieneś mi tu wykopać. (…)

Continue Reading