Kiedy cała bolisz

Kiedy cała bolisz, staje ci się obojętne, czy ktoś cię bierze za wariatkę. Wisi ci, że lecą ci przy innych łzy, albo że puszczają ci nerwy i łatwiej krzyczysz, albo że z braku sił siadasz byle gdzie pragnąc zawiesić to nieustanne napięcie twojego ciała i odpocząć od niego. (…)

Próbowałam przeróżnych leków i suplementów, leki na zwiotczenie mięśni, leki na neuropatię, antydepresanty różnego rodzaju, duże ilości witaminy B, D, i diety przeciwzapalne, i psychoterapię, i terapię bólu, i akupunkturę. I wracam właśnie z tripa w mocne antydepresanty, po których może i miałam mniejsze bóle mięśni, ale dostawałam potworne drętwienia rąk, i budziłam się każdej nocy, żeby przywrócić krążenie w dłoniach.

I mam już dość antydepresantów, bo może i czuję na nich mniej smutku, ale jednak czuję też dużo mniej radości. Wszystko stało się takie szare. A ja wolę kolory, nawet jeśli poza pastelowymi są i te ciemne. Lubię też łzy, bo one dają reset. Może bolesny, ale lepsze łzy wylane niż zatrzymane na poziomie gardła. Bo takie miałam wrażenie na mocniejszej dawce antydepresantów. Jakby zbierały się jak jakiś krwiak na moim gardle, a teraz spokojnie mogą wylatywać na powierzchnię doznań.

Pogodziłam się z tym, że i tak jestem sama – to wielki plus leków, że stłumiły moją rozpacz samotności. Nie potrzebuję już nikogo poza własnymi dziećmi w moim życiu. Nikogo już nie będę ścigać o kontakt, ani żebrać o spotkania, bo nie mam siły na ludzi, a niestety od dziecka byłam poszukiwaczką ciepła, bo jak to w naszych wspaniałych czasach, rodzice moi byli zajęci pracą, a mną zupełnie nie, bo jak sami mówili „sama świetnie sobie ze wszystkim dawałam radę”. A ja może i dawałam, ale nie dlatego, że chciałam, tylko dlatego, że czułam, że nie mam innego wyjścia. I że koniecznie chciałam innym udowodnić, jak bardzo jestem silna, żeby ukryć to, jak bardzo jestem słaba…

Leki pomogły mi ukoić niezaspokojoną potrzebę bycia kimś ważnym dla innych. Pogodziłam się, że nie jestem dla nikogo ważna, i chuj z tym.

Ponownie wybieram ból i łzy, i wracam z tej wycieczki, która miała mnie zabrać z depresji, bo ta wycieczka okazała się tak bardzo ciężka. Bo zamiast bólu dostawałam brak czucia i musiałam co noc reanimować moje ciało, by przestało drętwieć. Nie umiem być drętwa. Nie umiem nie czuć bólu. Nie jestem wtedy sobą…

I wiem, że jest nas więcej. Tych co bolą. I cieszę się, że nie każdy jest drętwy. I wyzbyty barw i uczuć. I wyzbyty bólu…

(Na zdjęciu Lady Gaga – ikona fibromialgii)

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.