Przeniosłeś się z moich marzeń do jej mieszkania. Z centrum moich uczuć, w których ci było za ciasno i za gorąco, gdzieś na południe Gdańska. Z pewnością tam jest spokojniej i ciszej. I nie latają ci nad głową mewy. Ani nie targają tobą tak wiatry, ani nie padają na ciebie słone krople z otchłani moich powiek, gdy kończysz. Bo ona nie musi się bać, że zaraz wyjdziesz. Ani tego, że nie wiadomo czy, ani kiedy wrócisz. (…)
Nikt mi mniej nie zrobi krzywdy…
Nikt mi mniej nie zrobi krzywdy. Nikt mnie lepiej i piękniej nie zostawi. Niż ty. Wtedy gdy zostawiłeś mnie samą na ławce. Gdy nie wierzyłam w to, co mówisz, bo przecież to czyny mówią o kimś, a nie słowa. Prawda? To mu być prawda! Więc gdy powiedziałeś najgorsze słowo świata, którego nikt nie lubi jeśli podoba mu się to, jak toczą się chmury i jak przemijają por roku. Gdy mówiłeś te bolesne zdania, które do mnie nie chciały dotrzeć, bo starałam się zająć myśli czymś, co pozwoli mi zapomnieć, gdy jak tyko mnie zobaczyłeś w umówionym miejscu na NASZEJ ŁAWCE, że „musimy porozmawiać”, i wbiłeś wzrok w swoje buty, ja natychmiast przestałam patrzeć na twoją twarz, rozumiejąc, że twoje oczy nie chcą teraz spotkać moich, i szukałam biedronek na listkach kwiatków. (….)
Nie mieszasz już mnie ze sobą…
Kiedyś sypałeś na mnie słowa garściami, jak ten piasek teraz, gdy mówisz, że nie możemy się dotykać. Nawet jednym wyrazem. Więc obsypujesz moją rękę małym strumyczkiem piasku swoją zwiniętą pięścią. Jakbyś chciał mnie żywcem zakopać, żebym tylko zniknęła pod nim jak twój sekret. Powinieneś otoczyć mnie jeszcze zerwanymi bratkami i niezapominajkami, i dodać kilka kolorowych kamyczków i różnej wielkości muszelek, a następnie przykryć mnie szkłem, i dopiero wtedy zasypać piachem. Tak żebyś mógł czasem przyjść w to samo miejsce, i odkopać mnie skąpaną w tych kwiatach, kamyczkach i muszlach, byś mógł cieszyć znów mną swoje zmysły. I żeby nikt cię nie widział, bo wiem, że tego nie chcesz. I żebym ja nie wyszła nigdy z mojego legowiska, które najpierw powinieneś mi tu wykopać. (…)
Ten brzoskwiniowo-magnoliowy zapach
Chciałam zapomnieć Cię innymi mężczyznami. Ale każdy okazał się być mężczyzną do zapomnienia. (…)
Jak obchodzę Twoje urodziny
Upiekłam Ci mały tort. Najlepiej jak umiałam, a chyba wiesz, że nie jestem w tym za dobra. Do pieczenia jego spodu podchodziłam trzy razy, bo dwa razy spaliłam bezę. Krem zrobiłam z bitej śmietany z dodatkiem kakao. Przełożyłam bezę nim oraz dżemem z czerwonej porzeczki, który zrobiłam sama z owoców, które zebrałam w ogródku. Pamiętasz, gdy jadłam je garściami, a ty się krzywiłeś, że takie kwaśne? I tutaj pod tym oknem za krzakami porzeczki rozebrałeś mnie i nie mogliśmy się od siebie oderwać? Bojąc się, że jakiś sąsiad może nas zauważyć. (…)
Dużo lepiej czytam po cichu, tak samo jak kocham…
Dużo lepiej czytam po cichu, tak samo jak kocham… Bo nie rozpraszam swoich myśli i uczuć strachem, że ktoś mnie nie zrozumie. Zamykam się więc w mojej sypialni, z której potrafię odlecieć w bardzo ciekawe miejsca, i w której nie muszę wstydzić się swoich uczuć, ani ich kryć. W której śpię sama ze sobą, mimo że zawsze przygotowuję dwie pościele w moim dużym łóżku, i ugniatam poduszkę obok, żeby było wygodniej komuś się położyć. Bo może ktoś o kim śnię, przychodzi tu do mnie w swoich najgłębszych marzeniach, których nie chce znać za dnia. I pragnę, by miał tu najwygodniej, by jak najdłużej nie być samej. (…)
Ukryty w nieobecności
Nigdy nie rozumiałam Twoich obaw…
Myślałam, że jak coś jest piękne,
to nigdy nie znika.
Nawet jeśli komuś się to nie podoba. (…)
Wyrzucasz mnie z pamięci, zanim nawet stanę się wspomnieniem…
Pachniesz piwem zmieszanym z twoim zapachem. Wiatr szarpie firankami. A ty masz tak sprawne dłonie. Obracasz mnie jak naleśnikiem. Kręci mi się w głowie od zmian pozycji, i twojej gonitwy do końca tego spotkania, które przyspieszasz zdecydowanymi ruchami. Boję się trzaśnięcia drzwi balkonowych, i że pęknie szyba. Myślę, że wtedy byś wstał ze mnie i skończyłyby się te moje chwile uniesień, które dla ciebie są jedynie chwilami twojej słabości dla zwykłego naleśnika. A ty nie lubisz być słaby. Nie lubisz poddawać się instynkom i uczuciom. (…)
Jak daleko od twojego serca, moje całkiem stanie?
Czy byłbyś tak miły, żeby pomóc mi zawiązać szalik przed wyjściem? Bo zamarzły mi palce, a na dworze jeszcze zimniej niż w Twoim domu. Leżę już długo w kurtce i butach, gotowa do drogi. Tylko naprawdę nie mogę wciąż wstać. Bo tak ciężko podnosi się ciało, gdy ma się przebite serce. (…)
Nieprzypadkowa droga
Wytarłeś swoje rany o mnie
tak jak wyciera się ciało po seksie
z potu
i ze spermy.
Znalazłeś we mnie zapomnienie,
nie dostrzegając jak jest nam dobrze.
Kawałek szedłeś ze mną za rękę,
bo tak się idzie przyjemniej,
i można dojść dalej,
niż samemu (…)