Ile maili, na które nikt nie odpowiedział, bo nic dla tych osób nie znaczysz, sprawiło ci w końcu taki ból, że przestałeś już je pisać? Ile odwróconych pleców na zadawane przez ciebie pytania sprawiło, że przestałaś o cokolwiek pytać i prosić? Ile imprez, o których słyszałaś, a na które nie byłaś zaproszona sprawiło, że przestałaś pragnąć imprez? Ile nieodebranych telefonów, zignorowanych wiadomości, sprawiło, że przestałaś wierzyć, że ktoś odpowie? Ile razy marzyłaś o tym, że ktoś zaskoczy cię wizytą, albo zorganizuje dla ciebie przyjęcie na twoje urodziny, zanim przestałaś w nie nawet wstawać z łóżka? Ile razy wierzyłaś, że jak się komuś zwierzysz, to ktoś poczuje empatię, a nie pogardę? Kiedy zdałaś sobie sprawę, że nikt ciebie nie wyczekuje, a wręcz że dużo osób ma nadzieję, że się nie zjawisz, że nie będziesz zajmować komuś czasu ani przestrzeni? Ile osób dało ci do zrozumienia, że nie jesteś już nic warta, skoro zrezygnowałaś z kariery i na co dzień rezygnujesz z rzeczy, do których większość dąży? Jak pozycja społeczna, świetne auto, pięke mieszkanie, którymi należy się chwalić i nimi ustanawiać swoją wartość dla świata. Jak często czułaś, że ktoś czuje ulgę, że odwołujesz spotkanie, albo najlepiej nie przyjmujesz nawet zaproszenia, bo przecież nie umiesz rozmawiać o tym, jak zdobywać świat, i jesteś za słaba, by bawić się w pokazywanie swoich mocnych stron, bo już sama nie wiesz, czy choćby jedną taką posiadasz?
Nic tak nie boli jak echo pukania, na które nikt nie odpowiada. Oraz szept za drzwiami, który wiesz, że oznacza, że ktoś woli, żebyś odeszła spod nich niż zawracała komuś głowę swoimi głupimi problemami. Nikt nie lubi problemów. Nikt nie lubi pukania do drzwi. Każdy woli ludzi sukcesu. A tacy nie muszą nigdzie pukać. Dla nich drzwi stoją zawsze otworem.
Tylko czy rzeczywiście chcesz się dostać do tego świata, który jest tak bardzo różny od twojego? Czy nie lepiej jest zostać na świeżym powietrzu, którego nie trują żadne słowa? Którego nie trują żadne przedmioty.
Photo by Juli Kosolapova on Unsplash