Już rozumiem, co to znaczy, że człowiek składa się z bólu…

Obiecałam tutaj komuś z Was, że dam w końcu zdjęcie mojej dupy, gdy pisałam o jej bólu. Ale sorry, zamiast tej dupy dam tu zdjęcie moich nóg. Bo to one mnie tak szczerze bardziej bolą od tej dupy.

O bólu często piszę, bo się trochę w nim topię, i krzyczę sobie tymi słowami wydobywającymi się z tego bólu.

Próbowałam już wiele rzeczy na fibromialgię: leki, witaminy, antydepresanty, psychoterapię, dietę jakąś kuźwa (Whole 30 – nie, nie pomogła, szkoda czasu, nawet schudnąć trudno na niej, gdy się nie ma sił ruszać. A żyć na warzywach i owocach jednak ciężko, gdy się chce te siły właśnie mieć). Najlepszy dla mnie jest Neurovit z mega dawką b12, normalnie mogłabym występować w jego reklamie za free z wdzięczności. A jak fatalnie boli, to cóż, leki na zwiotczenie mięśni.

Kriokomora to była fajna przygoda, gdzie nabawiłam się małych odmrożeń widocznych na zdjęciu, ale na bóle stawów i mięśni nie pomogła. A niby powinna.

W końcu trafiłam do poradni bólu, do hospicjum. Trochę mnie to zdołowało, gdzie ja tam – taka przecież nieonkologiczna. Ale w końcu myślę, kurde każdy z nas cierpi na śmiertelność. Czemu mam się wystrzegać takich miejsc? Jak ma coś pomóc, to czemu mam udawać, że nie, nie to nie ja, ja to przecież na dyskotekę powinnam iść, a nie tutaj… I zaczęłam tu swoją zabawę w akupunkturę walcząc tu z bólem. I kurde, kurde, niech to będzie trafione zatopione. Bo „ja chcę biegać, skakać, latać, pływać!!!! W tańcu w ruchu wypoczywać!” I każdego zachęcam, żeby walczyć o zdrowie. Nie udawać, że jesteśmy nieśmiertelni. Nie zachlewać problemów, nie zapominać imprezami, pracą, przypadkowym seksem, żeby tylko nie czuć się do niczego przywiązanym. Za nic odpowiedzialnym. Oderwanym od rzeczywistości. Nie uciekać od tego co ostateczne, tylko temu się przeciwstawiać. Opór stawiać chorobom, nie pozwalać im być w nas udając, że ich nie ma. Życie to tak naprawdę codzienna walka o przetrwanie, wojna z chorobami, i logistyczna gra z przypadkami losu. 

Człowiek składa się z bólu. Dopiero zrozumiałam tę dwuznaczność… I nie, NIE CHCĘ się z niego składać! Ani być przez niego składana…

Skąd się we mnie wziął ten cholerny ból? Z zewnątrz… Bolą mnie ludzkie słowa, spojrzenia, docinki. Boli mnie wojna, boli mnie odbieranie wolności. Boli mnie cynizm, nienawiść. Ludzki egoizm. I niestety na to nie widzę antidotum. Marzy mi się tylko czasem, żeby przestać czuć. Życie byłoby takie łatwe, gdyby nie czuło się ani własnego bólu, ani czyjegoś. Ale czy chciałabym przestać być człowiekiem? Czy to właśnie uczucia nie są w człowieku najpiękniejsze? Mimo że to przez nie właśnie, tak bardzo człowiek cierpi…

Continue Reading

Wszystko za późno i bez sensu

Tuż po ósmej rano, co jak dla mnie znaczy – bladym świtem – pojawiłam się w poradni specjalistycznej na pobranie krwi. Kolejka do laboratorium była taka, że wyszłam nawet na spacer. Przed dziesiątą wreszcie nadeszła moja kolej.

– Oj proszę pani, tu jest też kortyzol do sprawdzenia. Wtedy krew powinna być pobrana o ósmej – czyli o tej, o której tu przyjechałam?! Pomyślałam spokojnie, choć z przekąsem – Teraz już za późno i wynik może wyjść nieprawdziwy. To bez sensu.
Wystawiłam przegub ręki w kierunku pielęgniarki bez nerwów, bo już je straciłam przez półtorej godziny przed wejściem tutaj, i z uśmiechem poprosiłam:
– E tam, śmiało proszę się wbijać. Ja wszystko robię jak nie za późno, to bez sensu.
Continue Reading

Od pisania najbardziej boli dupa

Tak się Wam tylko zwierzę, że od pisania najbardziej boli DUPA. Nie palce, nie głowa. A dupa. Bo jak piszesz, to siedzisz w tym samym miejscu, czując swoją wysiedzianą samotność, podczas gdy inni radośnie zapierdalają nie wiadomo gdzie, nie wiadomo po co, gardząc tymi, co nie potrafią tak samo w podskokach omijać to, co ja wysiaduję. Jak kura swoje jajka. Czy też jak ja te moje „pisanki”.

I serce jeszcze mnie trochę boli. Trochę bardzo, bym nawet powiedziała. Bo lubię sobie w nim majstrować długopisem. I wyjmować naczynka krwionośne na kartki.

Ale coś tam piszę, i piszę. I poprawiam, poprawiam. Mimo bólu serca. Mimo bólu dupy. Mam nadzieję, że ten ból nie pójdzie sie jebać. Ból przecież służy do rodzenia.

Jeszcze będzie pięknie. Jeszcze będzie życie. Albo chociaż książka. Jeszcze tylko trochę. Obiecuję to na ból mojej dupy!

Photo by delfi on Unsplash

Continue Reading

Nie, NIE PRZEPRASZAM, że ŻYJĘ!

Byłam jedną z tych, które się popycha i przestawia. Które się o coś ciągle prosi bez skrupułów, bo nigdy nie odmawiają. I sugeruje, co powinny zrobić, bo powinny robić to, co innym się podoba. Tych, na które łatwo coś zwalić, i które zawsze się podejmą nawet tego, co niewykonalne, oraz wezmą na siebie całą winę, nawet zupełnie wymyśloną, jeśli komuś jest za ciężko, by się do niej przyznać. (…)

Continue Reading

Wróciłam do łez

A więc wróciłam do łez. Nawet nie sądziłam, że będę tak tęsknić za nimi. Z nimi jest o niebo lepiej. I jakoś tak prawdziwiej. I lżej. Patrzyłam na siebie ostatnio jak na oddzieloną od dotychczasowej mnie. Jakbym stała gdzieś obok i się sobie przyglądała. Brałam pigułkę na bóle egzystencjalne codziennie rano, popijałam kawą, i czekałam co dalej. Czy naprawdę przestanę boleć? Czy naprawdę nie będę już cierpieć? (…)

Continue Reading

A mogło być takie piękne

Nie mogłam patrzeć jak wyrywasz to,

co powstało między nami.

I odchodzisz umyć ręce

po wykonanym zabiegu.

Dokonałeś na moim ciele aborcji,

na którą nie wyrażałam zgody.

Ciągle nie mogę dojść do siebie.

Leżę już siedemset pięćdziesiąt trzy dni

z rozerwanymi narządami wewnętrznymi.

I spuchniętym sercem.

W żałobie.

Nad życiem.

Które mogło być.

Mogło być takie piękne.

Photo by David Fanuel on Unsplash

Continue Reading

Walcz o SWOJE ŻYCIE!

Myślisz, że jesteś wariatką. Że nie nadajesz się do życia. Wierzysz w to, bo on ciągle to podkreśla. I to, że masz być jemu wdzięczna, że w ogóle ktoś z tobą żyje, a on zarabia na twoje zachcianki. Tylko te twoje zachcianki są minimalne, włosy i paznokcie nawet sobie sama malujesz, bo wiesz że wypomniałby ci kosmetyczkę, fryzjera, i wszystkie inne „zbytki”. A ubierasz się coraz częściej w secondhandach, bo nie czujesz, że zasługujesz na lepsze rzeczy niż te zniszczone, zużyte. Do baru chodzisz najwyżej na jednego drinka, żeby poudawać przed koleżankami, że wszystko jest ok. I pozazdrościć im ich życia. (…)

Continue Reading