SARS – wirus samotności

tim-mossholder-v5re1loi264-unsplash

Człowiek to spójna całość, która dezintegruje się czasem poprzez ciężkie sytuacje w jakich się znajduje. Aby do tej dezintegracji nie dochodziło, potrzebna jest koherencja, czyli spójność poglądów i myśli, która polega na tym, ze człowiek WIE CZEMU coś się stało, poza tym WIE JAK SOBIE PORADZIĆ w danej sytuacji, oraz powinien ZNAĆ SENS tego, co się dzieje. (…)

Sytuacja pandemiczna, w której obecnie się znajdujemy, spowodowała całkowity wstrząs dla naszego świata, zarówno zewnętrznego, jak i wewnętrznego. Bo czy wiemy tak do końca dlaczego dzieje się to, co się dzieje? Czy nie zastanawiamy się nad teoriami spiskowymi, że może wirus został wynaleziony przez ludzi jako broń biologiczna? Albo nadprzyrodzonymi – że może Bóg tak uznał, że jest nas za dużo, albo przyroda sama postanowiła się na nas zemścić? Szukamy przyczyn wirusa, który powoduje masową zagładę ludzkości, jakkolwiek groźnie to nie brzmi, to jednak musi to wybrzmieć. Nie wiemy jak długo będzie z nami, nie mamy pewności, czy nie będzie jeszcze groźniejszy dla nas. I dlatego też NIE WIEMY JAK SOBIE PORADZIĆ  z wirusem. Szczepimy się, ale mimo to nadal chorujemy. Może nie tak mocno jak wtedy, gdy nie przyjmujemy szczepienia, ale jednak nie tak łatwo jest znaleźć ochronę przed wciąż mutującym się wirusem. Czekamy na leki na ten wirus, ale jesteśmy podejrzliwi, i zdajemy sobie sprawę, że mutacje wirusa mogą być coraz groźniejsze, więc i lek może okazać się nie być antidotum. Buntujemy się przeciw separacji społecznej, która w przypadku ludzi kojarzy się z karą, i to najgorszego sortu: tak jak to jest na przykład w przypadku więźniów, których główną karą jest odosobnienie od społeczeństwa. Ale mimo sprzeciwu na separację od ludzi, też się ich boimy. Jesteśmy pełni sprzecznych uczuć, zdezorientowani i zmęczeni tą sytuacją. Oraz samotni. Nie rozumiemy też sensu tego stanu pandemicznego, czy tu naprawdę chodzi o zagładę ludzkości, albo o wybicie słabszych jednostek? Ale jak dostrzec sens w cierpieniu i rozpaczy skoro jesteśmy istotami czującymi i empatycznymi? Przecież to zaprzecza całkowicie naszej naturze.

Kulturowo rzecz biorąc samotności najmniej zaznają ludzie młodzi, którzy otaczają się towarzystwem, z którym spędzają dużo czasu, i czują wielką potrzebę wspólnotowości. Ale w czasach panowania Covidu, również i to zostało zaburzone. A my patrząc też na nasze, czy też w ogóle na dzieci i młodzież, tym bardziej zastygamy w przerażeniu, bo jak tutaj znajdować jakąkolwiek radość w życiu? Czy mamy udawać, że wszystko jest ok? Że jest to tylko okres przejściowy, i opowiadać sobie bajki, całkiem jak żydowski ojciec w filmie „Życie jest piękne”, żeby ocalić dzieciństwo swojego syna, udaje, że obóz koncentracyjny to tylko przygoda, w której wszyscy uczestnicy się tak naprawdę bawią. Coś w tym jest, bo jest taka psychologiczna zasada: „Fake it, fake it, until you make it”, dowodzi, że jeśli coś udajemy długo, to w końcu to się może stać. Chociażby uśmiech, nawet udawany, pobudza nasze hormony szczęścia. Jednak trzeba pomyśleć, co poza udawaniem możemy zrobić by radzić sobie z samotnością, która teraz dosięga każdego, i każdy czuje się niejako wykluczony społecznie, zamknięty w domu, każdy przechodzi coś w rodzaju pobytu w obozie koncentracyjnym. I teraz wszyscy akurat są sobie równi, ten wirus nie wybiera, on może dopaść każdego, więc każdy zgadza się na separację, czyli kulturowo rzecz biorąc na karę. Może trzeba uznać, że nie jesteśmy święci, że rzeczywiście zasługujemy na odizolowanie od ludzi, bo za bardzo krzywdzimy przyrodę od lat, i wiedząc nawet, że zmierzamy do zagłady, nadal nie szanujemy praw ekologicznych, i może ta przyroda w końcu sama się obudziła, by się obronić w tak dramatyczny sposób?

Czym w ogóle jest samotność? Praludzie kojarzyli samotność z trwogą o własne życie. Bo człowiek samotny był zagrożony. I mamy wciąż wpojony ten lęk. Teraz przyszło nam się z nim mierzyć. Nie możemy odwiedzać najbliższych w szpitalu, nawet gdy umierają, czujemy się zagrożeniem dla innych, i czujemy lęk przed innymi. Złościmy się, gdy ktoś nas może zarazić, lub zarazi, ale złościmy się też, że nie możemy swobodnie iść do kina, sklepu, pubu, bez maseczki, bez lęku przed przytuleniem i zbliżeniem. Stajemy się coraz bardziej lękliwi, obcy sobie, a co za tym idzie, również agresywni i smutni. Dojmująco smutni.

Od zawsze ludzie mieli dwa sposoby radzenia sobie z lękami. Pierwszym jest WIARA w Boga, albo jakąś energię, która nas kieruje, więc w siły nadprzyrodzone, i jakiś odgórny sens wszystkiego. To bardzo pomaga w zaakceptowaniu porządku, jaki jest na nas narzucany, gdy odrzucamy wiarę we własną sprawczość i pewność siebie, oraz swoich przekonań i kontroli wszystkiego. Drugim sposobem jest TWÓRCZOŚĆ. Twórczość nie tylko artystyczna, ale nawet każda praca, i idące z nią spełnienie zawodowe, ale także rodzenie i wychowanie dzieci. Twórczość, czyli coś co po nas zostanie, nawet gdy umrzemy. Teraz jednak wszystko to zastało zaburzone. Boimy się ciąży w trakcie koronawirusa, przeraża nas to, że nawet niemowlaki mogą zachorować śmiertelnie na tę chorobą. Więc nie możemy jak w czasach okupacji, czy stanu wyjątkowego, zamknąć oczy na rzeczywistość i zająć się planem rozpłodowym. Bo to jednak też jest zagrożone. Coraz więcej osób traci pracę, a jeszcze więcej pracuje zdalnie, a w pracy jednak kontakt z drugim człowiekiem był często czynnikiem stymulującym i pomagającym w chęci pracowania, i rozładowywania różnych stresów z nią związanych, bo wiadomo przecież, że „w kupie raźniej”. A artyści przeżyli ogromny upadek kultury, gdzie teatry, kina, koncerty, wszystko zostało odebrane ludziom. Byłam na spektaklu w teatrze, gdy możliwe było wejście jedynie dziesięciu osób, to prawie tyle ilu było aktorów. Nigdy nie zapomnę tego dojmującego uczucia upadku, jakiego doznała kultura. Biliśmy brawa za tysiące osób, ale czuliśmy też tysiąckrotnie większe wzruszenie i osamotnienie – tu gdzie przychodzi się po to, by poczuć emocje bijące od żywych ludzi, do teatru.

Samotność ma to do siebie, że często ją w nas pielęgnujemy, podlewamy jak kwiatki własnymi łzami, wzdychamy do lepszych czasów, tęsknimy za innymi. Ale taką negatywną samotność warto zamienić w coś pozytywnego. Wyrzeźbić z tego dzieło sztuki. Jeśli tęsknimy i marzymy o tym, co było, staje się to obrazem w naszej głowie, który możemy starać się namalować, wyśpiewać, opisać, dla tych osób za którymi tęsknimy. Możemy  też chociażby wysprzątać dom, wyremontować, zająć się też samorozwojem i udoskonaleniem samego siebie. To też twórczość. A jak wiadomo twórczość pomaga. Nawet jeśli  straciło się pracę, a nawet bliskich. Nawet gdy straciło się kontakt z ludźmi, których się kocha. Możemy za sobą tęsknić, nie wypierać tego smutku, ale starać się połączyć go z czymś pozytywnym. Póki żyjemy krzyczeć: „Nie wszystek umrę!”. Jeśli mamy więcej czasu dla siebie, nie patrzeć na to jak na BRAK czegoś, kogoś, ale jak na PRZESTRZEŃ na własny rozwój, na czytanie książek, oglądanie filmów, kontemplowanie muzyki, a nawet na wzięcie wreszcie długiej kąpieli, na którą może dawno nie mieliśmy nawet czasu, żeby od tego wszystkiego odpocząć. Powinniśmy starać się mimo wszystko szukać tego, co dobre w samotności, niż szamotać się w niej. Usiąść spokojnie i spojrzeć inaczej na świat. Podobno tylko w samotności można rozwijać myśli, nie zagłuszać ciągle tego naszego uczucia samotności, które zawsze zagłuszaliśmy innymi.

Ciekawym rozwiązaniem człowieka na uczucie lęku jest robienie zakupów, tak jakbyśmy chcieli rzeczami zakryć pustkę, która nas ogarnia. Długo mieliśmy utrudnione nawet to. Zakupy musieliśmy zacząć robić on-line, co nie daje nam takiego samego poczucia przyjemności jak zakupy na żywo. Ale do tego można przywyknąć, i poprawiać sobie humor zakupami przez internet. Pamiętamy tę panikę przed lockdownem, gdy sklepy straszyły pustką. Nie wyobrażamy sobie już innego świata niż ten konsumpcyjny. Ciężko nam być Robinsonami Cruzoe. Ale może w końcu te nasze samotne wyspy się połączą.

Trochę podobnie jest z seksem, mimo że seks z żywym człowiekiem jest najlepszy, ale jak nie lubimy seksu z kimkolwiek, a tracimy kogoś kogo kochamy, możemy w końcu przestawić się na pornosy. A teraz wręcz jest to wskazane, boimy się seksu nawet, podobnie jak to było w czasie gdy panowało wszędobylsko HIV. Jesteśmy ostrożniejsi w doborze partnerów nie tylko seksualnych, ale w ogóle  z kim chcemy się spotkać na żywo. Już nie zatykamy pustki tak łatwo byle kim.

Powinniśmy wszyscy zająć się twórczością, ie trawić czasu na łzy, tylko wyrzeźbić z naszego smutku coś, co sprawi, że będzie nam lepiej. To prawda, że twórczość lubi widzów, teraz trudno o nich. Więc twórzmy teraz dla siebie! Bo każdy z nas musi teraz o samego siebie dbać. Intuicyjnie wiele ludzi rzuciło się w wir remontów, coś czaso, i pracochłonnego, ale zmieniającego nasze życie. Udoskonalającego.

Każdy jest twórcą. Każdy jest artystą własnego życia. Każdy ma coś do powiedzenia czy to słowem, czy to piosenką, czy to obrazem, czy to postawionym domem, czy uszytą sukienką. Czy to umalowanym okiem, czy to wymytą podłogą. A cisza potrafi koić rany. Nawet gdy się jej boimy, czasem warto się w nią zanurzyć, i dostrzec w niej swój własny głos.

(Zapraszam na spotkanie z cyklu Dyskusje Bardzo Otwarte – BEZ TABU do klubu SPATiF w Sopocie 15.12.2021 (środa) na dyskusję o samotności w czasach pandemii: https://www.facebook.com/events/199717385658109)

Photo by Tim Mossholder on Unsplash

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.