Najbardziej szkoda mi moich piersi,
których zawsze się wstydziłam,
i nie pozwoliłam im poznać twoich rąk.
A one potrzebują ciebie bardziej niż ja. (…)
Najbardziej szkoda mi moich piersi,
których zawsze się wstydziłam,
i nie pozwoliłam im poznać twoich rąk.
A one potrzebują ciebie bardziej niż ja. (…)
Nigdy więcej nie zachoruję na miłość.
Nigdy więcej na nią nie umrę.
Zaszczepiłeś mnie
zbyt wiele razy
zbyt dużą dawką.
A przecież nie chciałam być nigdy lalką doświadczalną.
Wiedziałeś, że jestem łatwowchłanialna.
Łykałam to z ufnością, co mi podsuwałeś,
zupełnie jak twoją spermę,
przekonana, że chcesz, żeby było mi dobrze.
Nie rozumiałam, że ty tylko mnie uodparniasz na moje uczucia,
a nie je karmisz.
Długo później nie podnosiłam się z łóżka.
Nie jadłam, nie piłam.
Nie umiałam stać o własnych siłach.
Ale nic mnie już nie powali.
Schudłam o wiele kilogramów marzeń.
Wypadły mi z głowy włosy i wszystkie nadzieje.
Zbieram je teraz z podłogi
i wyrzucam razem z podartymi zdjęciami,
które uchwyciły to, czego ty nigdy nie widziałeś.
Te uczucia, które widać na naszych ujęciach,
którym ty jednak zaprzeczasz,
bo przecież tylko pozowałeś.
A ja nigdy nie udawałam, że kocham.
Nigdy więcej nie umrę na miłość.
Bo już przeżyłam swoją śmierć
od tych wbitych w moje wnętrze trujących igieł.
I pozostanę martwa aż do końca życia.
Odporna na miłość.
Photo by Ava Sol on Unsplash
Nie odbieram telefonu,
bo nie umiem odpowiadać na pytania, gdy kapią mi łzy
spomiędzy słów udających,
że wszystko dobrze. (…)
Zaboli mnie może czasem,
gdy obok przejdziesz,
migniesz,
przeminiesz… (…)
Photo by Victoria Feliniak on Unsplash
Nie, nie napiszę Tobie życzeń.
Nie. Nie wyślę kartki.
Nie zadzwonię.
Nie pomyślę nawet, by to zrobić.
I nie spojrzę na Twój numer telefonu
z żenującym utęsknieniem. (…)
Nie potrzebuję niczego
oprócz Twoich sił
by iść ze mną na koniec świata.
Gdzie odwróceni od niego będziemy patrzeć sobie w oczy. (…)
Cały czas płaczę nad moim ukochanym kubkiem,
który spadł kiedyś na ziemię,
i rozpadł się na małe kawałki.
Nie dałam rady go skleić
w żadną całość. (…)
Boli mnie każde Twoje niewypowiedziane słowo bardziej niż kiedyś bolały mnie namiastki ciszy. Bo cisza ma różne wymiary, i różne odcienie czerni. Cisza to też muzyka doznań. To skrzypce, które grają nam w duszy, wywołując nie dające się wypowiedzieć uczucia. Radość na jej przerwanie i ból jej trwania. Nadzieja. I brak nadziei. Wspomnienia. I pragnienie zapomnienia. (…)