Czy należy ci się coś słodkiego?

Ten dylemat, gdy sąsiad przyniósł ci czekoladę dla dzieciaków. A ich nie ma w domu… I innych słodyczy też nie ma. A czekolada jest twoja ulubiona, truskawkowa. Milka. W myślach już ją nazywasz czule zdrobnieniami: Milkusia, Milkeczka, Milcia. I Twoje myśli krążą już tylko wokół niej. I zaczynasz kojarzyć ją z czymś czego ci potrzeba. Z czymś dobrym, wymarzonym. Zaczynasz do niej czuć więcej niż sądziłaś, że jesteś w stanie wykrzesać ze swojego serca. I masz wrażenie, że ona odwzajenia Twoje uczucia…
Stajesz przed dylematem, i to z tych poważnych:
a) zostawić ją dla potomstwa, które niechybnie pobije się o ilość kostekwięc wiąże się z to zagrożeniem ich zdrowia;
b) w spokoju zeżreć samej całą, a dowody istnienia czekolady: wszelkie okruchy, i opakowanie zutylizować zanim potomstwo wróci do domu;
c) zjeść jeden rządek, a resztę zostawić do podziału potomstwu. W końcu za pośrednictwo coś się należy!
 
Co wybrać, och co?!
Na razie swoje pożądanie słodyczy studzę gorącą gorzką kawą.
Continue Reading

HISTORIA NIEJEDNYCH CYCKÓW

One dają żyć innym. A nam samym dają poczucie, że żyjemy. Są piękne, choć przyjęło się, że ich piękno nie powinno być zanadto eksponowane. Bo należą do tematów tabu. Ubrane zawsze na zewnątrz, chociaż rozbierane wewnątrz każdej wyobraźni. Jedynie pod osłoną nocy mogą wyjść ze swojego schronienia. Tak jakby były wampirami… A przecież one dają energię, a nie ją pochłaniają! Wedle życzenia społeczeństwa i kultury pozostają w zaprzeczeniu swej otwartej natury nakrywając w ciągu dnia swój wstyd ubraniem. Swoje osamotnienie odkrywają ciemną nocą, gdy są już wolne od zobowiązań społecznych.

Continue Reading

Każdy radykalizm jest zły

Mam trochę żalu do radykałów wszelkiego rodzaju. Że odstraszyli ludzi. Wiele jest racji w tym co głoszą na przykład radykalne feministki, czy radykalni liberałowie, ale błagam, czy nie można tego normalnie powiedzieć? Czy nie można nie odstraszać ludzi nienawiścią? Czy nie można wytłumaczyć, że naprawdę jak dostaniesz plik pieniędzy od rządu, to potem nie dostaniesz leków na raka, albo nie dostaniesz się do szpitala? I że Twoje dzieci może i ukończą szkoły, a nawet uniwersytety w Polsce, ale chujowe, z chujową kadrą, bo ta dobra spieprzy z kraju?

Continue Reading

Każdy może ją złapać. Depresja.

Znalazłam fajny wywiad. Nie ważne, że stary. I że walentynkowy 🙂 Nadal aktualny. Dla każdego. Bo dzisiaj każdy jest narażony na depresję. I dziwi mnie, że ludzie się tego wstydzą. Ja bym się bardziej wstydziła, że bezkrytycznie cieszę się z życia, skoro składa się z cierpienia i bólu, dowodzących nam w ten nieznośny sposób, że żyjemy. I ze śmierci… – największego dowodu życia. Tylko wariaci się mogą cieszyć na całego. Bo każdy w sobie nosi strach i smutek. Nie jesteśmy wariatami będąc smutni. Tylko na odwrót. Chociaż wiadomo, fajnie jest czasem być wiariatem. Ja sama lubię, i to bardzo, zamieniać się w radosną wariatkę. Ale trzeba też czasem pogodzić się z życiem. Że nie jest bajką. Chociaż fajnie jest też pomarzyć o tym, że po śmierci czeka jakaś bajka. Też tak lubię. A dzisiaj z jednej strony modna jest niewiara w życie pozagrobowe, z drugiej krzyczy się o to, by zawsze być szczęśliwym, bo to nasz wymiar sukcesu. Jak można się cieszyć zapracowując się na maksa, nie znajdując czasu na przeszukanie swoich własnych myśli? Które uciekają od świadomości stanu w jakim są stale: stanu przemijania.

WPROST, wywiad z: Katarzyna Nosowska, Tomasz Jastrun, Piotr Pietucha

 
Continue Reading

Bo najwięcej jest w niej Matki…

– Muszę wracać… – powiedziała stanowczo, ale mimo to nie zaczynała się zbierać. Tak jakby sama siebie przekonywała, sprawiając wrażenie łatwego celu do zmiany zdania.
– Zostań jeszcze. Przecież wieczór dopiero się zaczął! – próba została podjęta – Czemu musisz już wracać?
Nie lubiła o tym mówić. Bo nie chciała, żeby była kojarzona z jakimikolwiek przymusem. I z jakimkolwiek „muszę”.
– Bo najwięcej jest w niej Matki… – odpowiedział jej kolega, wyrozumiale dając jej siłę, by wstała.
– Ale najmniej we mnie Polki! – obroniła dzielnie swoją niepodległość i niezależność Matka, kurwa, Polka, przekierowując uwagę z tego, co w jej odczuciu jest zarzutem ograniczoności wobec jej osoby, na symbol bezczelnej wolności 😉
Continue Reading

Życie na niby

– Marcel, wiesz, że komputery żyją dłużej, jeśli się je wyłącza, i daje im odpocząć?

– Tak, tak. Na pewno mamo. A od kiedy to komputery chcą żyć?! Hmm?

– One może nie chcą, bo są tylko przedmiotami w naszych rękach. Ale to my chcemy, żeby one żyły. Bo przecież chcemy z nich korzystać. A korzystać z czegoś można jeśli się to robi tylko w dobry sposób. Jeśli nie rozumiemy ich wartości, to nie powinniśmy z nich korzystać… (…)

Continue Reading

Historia niezwykłej mamy. Recenzja „M+M” Dominiki Lewickiej-Klucznik

Napisałam taką tam niby recenzję tomiku wierszy o pewnej matce posiadającej niepełnosprawne dziecko. Wierszy otwierających oczy na problemy z jakimi musi się każda taka matka borykać. Historii ułożonej w wiersze, bo tak jakby brakuje czasem oddechu w tym, co jest tu opowiadane, i opowieść przelewa się z jednej linijki do drugiej. A tak naprawdę to proza. Najsmutniejsza proza życia.

Nie sądziłam, że reportaż można ująć wierszem. Jednak są takie tematy, z tych delikatnych, z tych poruszających najgłębsze zakątki duszy, których nawet nie wypada opisywać słowem prozatorskim. Za bardzo zbliżonym do tego urzędowego, zbyt obcesowo się z człowiekiem obchodzącym. Bo są ludzie, którzy zasługują tylko na wiersze. A nie na listy bolesne ze szkół, z GOPS-u, czy z innych urzędów. Te osoby zasługują na dotyk słowem, a nie na pchnięcia nimi, ponaglenia, upomnienia, odrzucenia. Na czułe przytulenie, i empatię, a nie dystans i chłód. Na spojrzenie, a nie na jego uchylanie. Na usiedzenie obok, a nie z daleka. Na zapytania, nie oskarżycielskie, a nastawione przyjaźnie. I na wysłuchanie, a nie na przerywanie wypowiedzi bez jej zrozumienia (…)

Continue Reading