Zakrywam swój wstyd
nieznajomą twarzą.
Koję cierpienie
pocałunkami bez wyrazu.
Bez słów. (…)
Zakrywam swój wstyd
nieznajomą twarzą.
Koję cierpienie
pocałunkami bez wyrazu.
Bez słów. (…)
Rzeczy powinny kusić innymi atrybutami niż cena. Ludzie też. (…)
Najgorsze jest zdać sobie sprawę, że się jest BYLE KIM. Że się ma byle jakie mieszkanie, że się zarabia byle jakie pieniądze, chodzi do byle jakiej pracy. Że się spędza swój czas wolny też byle jak, i nawet wakacje spędza byle jak. I że się czujesz z tym wszystkim fatalnie…
Często snujemy wielkie plany. Dużo marzymy, dużo chcemy, mocno czegoś pragniemy. A koniec końców, nie mamy sił na realizację tego wszystkiego. I chcemy żeby wszystko samo się odwołało i przeminęło.
A kiedy już na nic nie będziesz mieć sił,
a wszystkowiedzący i Wielcy (bo więksi od Ciebie) ludzie ci doradzą
co robić, kim być, gdzie iść. (…)
Wmawiam sobie, że porażki to tylko składowa sukcesu… Że można czuć się NIKIM, a jednak dążyć do CZEGOŚ. Nie zabijać dnia teraźniejszego na rzecz lepszego jutra, tylko żyć teraźniejszością. Wykonywać uwłaczające współczesnego człowieka czynności, zbyt życiowe, by się ich nie wstydzić (opiekowanie się dzieciakami, dbanie o dom, i o domowe ognisko, ognisko, które w dzisiejszych czasach jest zimnym ogniem… Sadzenie kwiatków w ogródku i własnoręczne sprzątanie własnego syfu, co (co śmieszniejsze), gdybyśmy wykonywali jako opłacaną już za monety pracę cieszyłoby się większym poważaniem, ja pierdolę co za przewrotna gra, w której jesteśmy tylko pionkami…), takie, z których radości ludzie rezygnują na rzecz radości z bycia KIMŚ. KIMŚ INNYM niż PRAWDZIWY CZŁOWIEK.
Ostatnio w TEATRZE BOTO w Sopocie grany był monodram „Złota rybka przed 40tką”. „Spełniajmy marzenia!” emocjonalnie wzywa nas w nim aktorka Magdalena Bochan-Jachimek budząc nas z letargu, jakim jest życie wśród niezrealizowanych marzeń. Budzi nas, podkreślając że nasza przemijalność powinna nas zmotywować, żeby nie zaprzepaścić tego, co w nas tkwi jako dążenie. Artystka udowadnia nam, że nawet zwariowane i nierealistyczne marzenia można, i warto, spełniać.
Nigdy go jakoś specjalnie nie lubiłam. Tak mi się przynajmniej wydawało. Bo przesadzał z formą, kombinował jakby za dużo, narzucał jakieś dziwne skojarzenia geometryczne na ludzkie ciała. Miałam wrażenie, że bawił się ludźmi, i drwił z nich poprzez to, że wprawiał nas w zachwyt nad swoimi zabawami. Jakby rozkładał człowieka na czynniki pierwsze, a ludzie tego jakby nie widząc, klaskali mu brawa. Jego sztuka miała przełożenie na jego życie prywatne.
Mam taki zwyczaj, że maluję paznokcie gdy już wyjdę z domu. Bo w domu zawsze COŚ trzeba robić: coś wyjąć, wsadzić, umyć, podnieść, przykryć, odkryć. Wszystko co wiąże się z użyciem dłoni, a co nie sprzyja wyschnięciu lakieru. To zawsze mi daje do myślenia, jak bardzo ważną rolę w naszym życiu odgrywają dłonie. One wszystko robią.