Kiedy domowe sprzęty zaczynają znaczyć więcej niż Ty

mohsen-shenavari-Iq7pEODQfFc-unsplash

Gdy rano ogarnę rzeczywistość, zrobię śniadanie dzieciakom, włączę im kompy, zagonię do nich, albo postawię je koło ich łóżek, żeby mogły uczestniczyć w lekcjach online chociażby na leżąco; gdy posprzątam chałupę na tyle, by mieć chociaż przejście do kuchni i łazienki, lubię zasiąść z kawą przy pralce. (…)

Mam takie małe krzesełko, które stoi w łazience, i służy dzieciom by sięgały do zlewu, a mi przydaje się do tego, żebym wygodnie wsadzała i wyjmowała pranie. Od dawna napawam się tą czynnością. To miejsce przy pralce na tym malutkim krzesełku, to moje stanowisko pracy, jak i chilloutu. Siadam sobie popatrzeć jak kręci się pranie, kawę stawiam na pralce, od czasu do czasu po nią sięgając. Dzięki wirowi pracy pralki mam wrażenie ruchu – tak jakbym sama uczestniczyła w tych czynnościach. Pralka motywuje mnie w końcu do wstania i poruszania się ruch za ruchem, rzecz za rzeczą, minuta za minutą.

W nowej rzeczywistości odzwyczaiłam się od ludzi. Mam tylko dzieci, a ja zamieniłam się w funkcję sprzątającą, gotującą, podającą, przynoszącą. Nie chce mi się z nikim już rozmawiać, z nikim się nie spotykam, nie mam też już sił nawet na rozmowy przez telefon. Bo skoro nie można się spotykać, więc nie można planowac spotkań, to o czym miałabym opowiadać? O moim zagubieniu w rzeczywistości, o samotności, która mimo że najpierw była moim więzieniem, teraz stała się z moim odpoczynkiem i wytchnieniem? O tym jak mi ciężko, zupełnie jak każdemu innemu? Nie mam też ochoty wysłuchiwać o czyichś probelmach, bo nie mam już sił pomagać, i czyjeś problemy wydają mi się tak odległe, tak inne. Ja mam problem nawet ze wstaniem, ze znalezieniem motywacji by się umyć i wyjść kupić chleb, więc jak mogę się odnieść do problemów innego poziomu: poważniejszych w swoim zaawansowaniu, dotyczącym często pracy, czy budowania domu, a jednak dla mnie tak nieistotnych? Ciężko słucha mi się o czyichś planach, osiągnięciach, podróżach – czymś od czego tak bardzo się oddaliłam, że mam wrażenie, że jak ktoś mi wesoło o tym opowiada, znęca się nade mną bez świadomości, jak wielką przykrość może sprawiać. Przytłaczają mnie sukcesy innych, kiedy moim sukcesem jest włączenie pralki. I wiem, że inni mają gorzej – łączą pracę z opieką nad dzieciakami, a ja mogłabym jedynie opowiedzieć o moich niezrealizowanych marzeniach, więc tym bardziej muszę pozostać zamknięta w sobie, w mojej łazience. Może i jestem w żałosnej sytuacji, ale wolę żeby pozostała moją i mojej pralki smutną tajemnicą.

Jak dobrze, że pralka nie mówi! Nie komentuje, nie daje mi dobrych rad, które są dla mnie tym cięższe, im trudniejsze do zrealizowania. Dlatego unikam ludzi, i ich często udawanego współczucia podszytego poczuciem wyższości. Ja już nie jestem zdolna do niczego, i zaczynam się z tym godzić. Czuję, że pralka więcej robi, a przez to i znaczy, niż ja. Żyję w jej cieniu, na moim małym krzesełku i zazdroszczę jej mocy i tych jej 1400 obrotów na minutę.

Opieram czoło o nią, gdy ona tak tak bezustannie pracuje. Podziwiam ją, że nie przestaje działać nawet gdy na dworzu brzydko, i gdy nie ma sensu nawet pranie tych rzeczy, których możliwe, że nikt nie założy, bo po co? Skoro i tak jesteśmy zamknięci w domu, w którym nie musimy grać żadnej roli społecznej. Nikogo udawać strojem. Chciałabym, żeby ta maszyna oddała mi trochę swojej mocy. Jak dobrze jest robić rzeczy bez namysłu i bez poczucia zmęczenia. Nigdy nie sądziłam, że tak bardzo zwiążę się z obojętną na ból i niewzruszoną nigdy niczym, pralką. I że kiedyś będę spełniała mniejszą funkcję w życiu niż ona. Co na szczęście jej wcale nie przeszkadza. Ona dalej robi swoje.

Photo by mohsen shenavari on Unsplash

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.