Prośba do ŚNIONEGO
Czy możesz stanąć w moim śnie tak, żebym mogła ciebie dotknąć i zapamiętać palcami? Tak żebym mogła obrysować Twoje kontury ołówkiem na ścianie? Bo ja lubię rysować przez sen. Miałabym wtedy Ciebie ze mną, kiedy jem sama śniadania, obiady, kolacje. I kiedy zasypiam. Nie tylko w nocy w moich snach, ale i wtedy kiedy światło dnia rozprasza moje fantazje senne. (…)
Nie nabiorę się już na fatamorganę
Zawsze nabierałam się na piękno, które tkwi w tym, co smutne. Jak ćma do tego ciągnęłam, myśląc, że droga do szczęścia wiedzie przez katusze, i że o nie trzeba nieustannie walczyć, ścigać się po nie. Utożsamiałam szczęście z brakiem tchu, zamiast ze spokojnym oddechem.
Czemu myli mi się cierpienie i wieczna tęsknota z miłością? Czemu rozpoznaję miłość tam, gdzie jest niedostępność i odpychanie? I czemu w nieskończoność potrafię walczyć o to, CO MI SIĘ WYDAJE ŻE MOGŁOBY BYĆ, ZAMIAST O TO, CO JEST? (…)
Nie umiem cię zapisać słowami
Jesteś wierszem,
którego nie umiem zapisać,
bo ciągle wymyka się opisom. (…)
Nigdy nie jest za późno na sen
Tak bardzo lubię spać. Cały dzień czekam aż będę mogła się w końcu położyć w łóżku i zamknąć oczy. Jest mi wtedy tak ciepło i dobrze. (…)
Jestem człowiekiem. Nikim więcej
Rety, wystarczyło, że wczoraj wrzuciłam sprośny post oznaczając źródło (Gazeta Wyborcza), a tu jakaś banda wyzywaczy wlazła, i po mnie, i po LGBT, i po kobietach, jeżdżąca. Nie po raz kolejny zostałam zwyzywana od najgorszych (delikatnie mówiąc), ale w ogóle dostało się feministkom, gejom, lewakom. (Facebook zablokował trochę tych najstraszniejszych komentarzy).
HEJO, TROLLE! Czemu szufladkujecie ludzi jako gorszych tych, którzy mają UCZUCIA, EMPATIĘ, którzy CENIĄ WOLNOŚĆ, i SZANUJĄ INNYCH? (…)
Już rozumiem, co to znaczy, że człowiek składa się z bólu…
Obiecałam tutaj komuś z Was, że dam w końcu zdjęcie mojej dupy, gdy pisałam o jej bólu. Ale sorry, zamiast tej dupy dam tu zdjęcie moich nóg. Bo to one mnie tak szczerze bardziej bolą od tej dupy.
O bólu często piszę, bo się trochę w nim topię, i krzyczę sobie tymi słowami wydobywającymi się z tego bólu.
Próbowałam już wiele rzeczy na fibromialgię: leki, witaminy, antydepresanty, psychoterapię, dietę jakąś kuźwa (Whole 30 – nie, nie pomogła, szkoda czasu, nawet schudnąć trudno na niej, gdy się nie ma sił ruszać. A żyć na warzywach i owocach jednak ciężko, gdy się chce te siły właśnie mieć). Najlepszy dla mnie jest Neurovit z mega dawką b12, normalnie mogłabym występować w jego reklamie za free z wdzięczności. A jak fatalnie boli, to cóż, leki na zwiotczenie mięśni.
Kriokomora to była fajna przygoda, gdzie nabawiłam się małych odmrożeń widocznych na zdjęciu, ale na bóle stawów i mięśni nie pomogła. A niby powinna.
W końcu trafiłam do poradni bólu, do hospicjum. Trochę mnie to zdołowało, gdzie ja tam – taka przecież nieonkologiczna. Ale w końcu myślę, kurde każdy z nas cierpi na śmiertelność. Czemu mam się wystrzegać takich miejsc? Jak ma coś pomóc, to czemu mam udawać, że nie, nie to nie ja, ja to przecież na dyskotekę powinnam iść, a nie tutaj… I zaczęłam tu swoją zabawę w akupunkturę walcząc tu z bólem. I kurde, kurde, niech to będzie trafione zatopione. Bo „ja chcę biegać, skakać, latać, pływać!!!! W tańcu w ruchu wypoczywać!” I każdego zachęcam, żeby walczyć o zdrowie. Nie udawać, że jesteśmy nieśmiertelni. Nie zachlewać problemów, nie zapominać imprezami, pracą, przypadkowym seksem, żeby tylko nie czuć się do niczego przywiązanym. Za nic odpowiedzialnym. Oderwanym od rzeczywistości. Nie uciekać od tego co ostateczne, tylko temu się przeciwstawiać. Opór stawiać chorobom, nie pozwalać im być w nas udając, że ich nie ma. Życie to tak naprawdę codzienna walka o przetrwanie, wojna z chorobami, i logistyczna gra z przypadkami losu.
Człowiek składa się z bólu. Dopiero zrozumiałam tę dwuznaczność… I nie, NIE CHCĘ się z niego składać! Ani być przez niego składana…
Skąd się we mnie wziął ten cholerny ból? Z zewnątrz… Bolą mnie ludzkie słowa, spojrzenia, docinki. Boli mnie wojna, boli mnie odbieranie wolności. Boli mnie cynizm, nienawiść. Ludzki egoizm. I niestety na to nie widzę antidotum. Marzy mi się tylko czasem, żeby przestać czuć. Życie byłoby takie łatwe, gdyby nie czuło się ani własnego bólu, ani czyjegoś. Ale czy chciałabym przestać być człowiekiem? Czy to właśnie uczucia nie są w człowieku najpiękniejsze? Mimo że to przez nie właśnie, tak bardzo człowiek cierpi…
Kłębek wełny
Zawijam się w kłębek wełny,
z twojego swetra,
który pozostał po tobie
obok niedokończonych zdań i marzeń.
I ołówkiem rysowanych planów (…)
Wszystko za późno i bez sensu
Tuż po ósmej rano, co jak dla mnie znaczy – bladym świtem – pojawiłam się w poradni specjalistycznej na pobranie krwi. Kolejka do laboratorium była taka, że wyszłam nawet na spacer. Przed dziesiątą wreszcie nadeszła moja kolej.
Od pisania najbardziej boli dupa
Tak się Wam tylko zwierzę, że od pisania najbardziej boli DUPA. Nie palce, nie głowa. A dupa. Bo jak piszesz, to siedzisz w tym samym miejscu, czując swoją wysiedzianą samotność, podczas gdy inni radośnie zapierdalają nie wiadomo gdzie, nie wiadomo po co, gardząc tymi, co nie potrafią tak samo w podskokach omijać to, co ja wysiaduję. Jak kura swoje jajka. Czy też jak ja te moje „pisanki”.
I serce jeszcze mnie trochę boli. Trochę bardzo, bym nawet powiedziała. Bo lubię sobie w nim majstrować długopisem. I wyjmować naczynka krwionośne na kartki.
Ale coś tam piszę, i piszę. I poprawiam, poprawiam. Mimo bólu serca. Mimo bólu dupy. Mam nadzieję, że ten ból nie pójdzie sie jebać. Ból przecież służy do rodzenia.
Jeszcze będzie pięknie. Jeszcze będzie życie. Albo chociaż książka. Jeszcze tylko trochę. Obiecuję to na ból mojej dupy!